1974 – 2014

POTOP / POTOP REDIVIVUS

Filmoteka Narodowa

 Realizacja projektu Filmoteki Narodowej „Potop Redivivus” na czterdziestolecie filmu ,,Potop” Jerzego Hoffmana
Filmoteka Narodowa/ Warszawa/ 2014

POTOP: 

MYŚLI I CYTATY

JERZY HOFFMAN – REŻYSER

Pod koniec pracowałem już ze ściśniętą szczęką

Jerzy Hoffman, reżyser (1974)
Jerzy Hoffman, reżyser (2014)

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli się kocha Sienkiewicza, to w pierwszym rzędzie „Potop”, najlepszą część Trylogii, a nie „Pana Wołodyjowskiego” - część najsłabszą. Z drugiej strony – gdybym nie nakręcił „Pana Wołodyjowskiego”, pewnie nie porwałbym się na „Potop”. Tak czy owak – rozpocząłem realizację „Wołodyjowskiego”, a w cichości ducha marzyłem     o „Potopie”. 

Ale nikomu się do tego nie przyznawałem. Nie wiedziałem, czy mój sposób patrzenia na Sienkiewicza sprawdzi się na ekranie. I dopiero po kolaudacji „Wołodyjowskiego” złożyłem oficjalnie deklarację, że chciałbym nakręcić „Potop”.

W lipcu 1969 roku rozpoczęliśmy pracę nad scenariuszem wraz z historykiem prof. Adamem Kerstenem, który był konsultantem przy „Wołodyjowskim” i pisarzem Wojciechem Żukrowskim. W grudniu scenariusz został przyjęty. 

Do pisania scenopisu przystąpiłem z operatorem Jerzym Wójcikiem. Jednocześnie kierownik produkcji Wilhelm Hollender rozpoczął okres przygotowawczy. Wyglądało na to, że wszystko pójdzie dobrze.

Ale zaczęto rzucać kłody pod nogi Daniela Olbrychskiego, protestowano przeciw proponowanej wersji „Potopu”. 

Do dziś chowam w domu blisko 3 tysiące listów indywidualnych i zbiorowych, podpisywanych przez koła gospodyń wiejskich, fabrykę gazomierzy, „wielbicieli talentu Sienkiewicza”, „patriotów polskich”, klasy szkolne. 

W większości przypadków były to głosy ordynarne. Krzyczano veto, nie chcemy takiego „Potopu” i Kmicica.

Obrzucano Daniela Olbrychskiego niewybrednymi epitetami w rodzaju: miernota, beztalencie, zły aktor, chuderlawy, histeryk, kaprawy (…) Te nieodpowiedzialne głosy wyrządziły aktorowi ogromną krzywdę. 

Daniel był bliski rezygnacji z powierzonej mu roli. Nie wiem, czy zobaczylibyśmy „Potop”, bo ja nie wyobrażałem sobie tego obrazu bez Olbrychskiego.

Małgosia Braunek przyjechała na zdjęcia próbne, gdy kręciliśmy w Kaplicy Jasnogórskiej. 

Była w siódmym miesiącu ciąży i wyglądała zjawiskowo. Zajęci scenami batalistycznymi mogliśmy na nią poczekać. Nikt nie przewidział jednak, że jej ówczesny mąż Andrzej Żuławski skłoni ją po porodzie do gwałtownego schudnięcia. Trzeba było zwężać kostiumy, twarz jej się zaostrzyła.

Dziś wspominam okres zdjęć z niedowierzaniem: czy to możliwe, że wszystko szczęśliwie się skończyło? 

Rzecz w tym, że realizacja takiego filmu jak „Potop” wymaga niesłychanej odporności psychicznej. Reżyser podczas realizacji żyje w ciągłym napięciu; musi stale mobilizować swą wyobraźnię, swą aktywność twórczą; musi być nie tylko artystą,       ale i organizatorem. To wszystko jakoś uchodzi płazem, jeśli okres zdjęć trwa 3-4 miesiące. Ale zdjęcia „Potopu” trwały równo półtora roku.

Nie było mowy, by kręcić na sztucznym śniegu; wielkość i typ dekoracji wykluczały takie rozwiązania. Trzeba było czekać. 

Wszyscy zdawali sobie sprawę, że każdy dzień przynosi straty rzędu dziesiątków tysięcy złotych; że każdy dzień zbliża nas do wiosny.(...) W marcu nadszedł wreszcie wielki śnieg. 

Temperatura spadła do minus 30 stopni. Trwało to co prawda kilka dni, ale wystarczyło, by nakręcić najważniejsze sceny.

Skoro już opowiadam o kłopotach i trudnościach, muszę wspomnieć o sprzęcie, a ściślej – o obiektywach. Oczywiście od samego początku było wiadomo, że „Potop” wymaga szerokiego ekranu. Jednakże obiektywy, którymi nakręciliśmy uprzednio „Pana Wołodyjowskiego”, były już przestarzałe. 

Operator Jerzy Wójcik słusznie postulował, że podejmując realizację tak wielkiego filmu należy posłużyć się optyką odpowiadającą standardom światowym. 

Powstał więc dylemat: czy posłużyć się zwykłymi obiektywami oraz kaszetą,                 czy też raczej – specjalnymi obiektywami, dającymi obraz panoramiczny.

W tej sytuacji powołano komisję, która uznała, że trzeba wyskrobać dewizy.             Wtedy Panavision tylko wynajmował obiektywy. Nie stać nas było na kamerę Panavision, więc do ich obiektywów dostosowano arriflexy. Dopiero w połowie zdjęć dostaliśmy transfokator i drugi obiektyw. 

Praca szła wolno. Kręciliśmy jeden dubel sceny bitewnej, a potem Wójcik podnosił do nieba światłomierz i mówił, że zaraz nie będziemy mieli ekspozycji. Pirotechnicy musieli wszystko rozbrajać, bo nie wolno było zostawiać nabitej broni na noc. I nazajutrz znów tylko jeden dubel. 

To stąd wzięły się 535 dni powstawania „Potopu”.

Daniel Olbrychski odbiera nagrodę za główną rolę męską
1. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku 

Wiedzieliśmy, że nie dostaniemy Oscara. Nie było prób lobbingu, choć jedynym konkurentem do „Amarcordu” Felliniego był właśnie „Potop”.

POTOP: MYŚLI I CYTATY

EKIPA NA PLANIE

Każdy pracował na 120%

Jerzy Wójcik, autor zdjęć

Wydawało mi się, że będę w stanie przekazać kamerą mój stosunek do historii tamtego okresu i do wydarzeń, które stały się kanwą powieści Sienkiewicza. Pragnąłem to oddać kamerą na tyle, by zainteresować widzów. Nie chciałem właśnie, żeby to był jeszcze jeden film historyczny, który jaśnieje efektownym blaskiem jedynie na czas trzygodzinnej projekcji; pragnąłem, żeby ten świat ekranowej wizji przeszłości utrwalił się                w pamięci widzów na czas znacznie dłuższy.

W czasie realizacji „Potopu” razem z Jerzy Hoffmanem koncentrowaliśmy się nad dobrym ułożeniem pojedynku Wołodyjowskiego z Kmicicem. 

Mieliśmy specjalistów od fechtunku i znakomitych aktorów, ale wszystko to było     za mało. 

Zaproponowałem deszcz. Jeżeli bierze się pod uwagę pracę całej ekipy, jest to propozycja zabójcza. Kilkadziesiąt osób jest codziennie przemoczonych do suchej nitki. Następnego dnia trzeba wszystkich ubrać      w suche rzeczy. Niezbędne są podwójnie kostiumy, suszarnie... Jeżeli to wszystko powtarza się przez dwa tygodnie, to wysiłek jest przeogromny. Żeby utrzymać zawiesinę deszczu na dużej przestrzeni trzeba mieć odpowiednią liczbę motopomp i jezioro wody. Dlaczego zostało to zrobione?

Dzieje się wielki konflikt, opowiadający o tym, co ludzie potrafią sobie zadać wzajemnie. Nad tym wszystkim pojawia się stałość i nieuchronność przyrody. Deszcz pada przez cały czas. Bohaterowie filmu, poza jednym wypowiadanym przez Kmicica zdaniem, nie zwracają na ten fakt uwagi. Fizycy mogliby powiedzieć, że to się toczy jak gdyby w tle, ale nie chodzi tu o tło obecne w obrazie. Jest to informacja pojawiająca się razem z zachowaniem ludzi i przylega do nich, choć my jej początkowo nie zauważamy. 

Dopiero później zdajemy sobie sprawę z tego, co wydarza się na ziemi.

Zamierzaliśmy z Jerzym Hoffmanem sfotografować pożar tak, aby pokazać nie tylko płomienie i żar, ale w pewnym momencie opowiadać o pożarze przez ukazanie, że wszystko topi się przed domami. To się nie udało, ponieważ ogień postępował tak szybko, z taką energią, że dosłownie ledwo uszliśmy z życiem. Nie byliśmy przygotowani na to, że utworzy się ogromny ognisty wir, który zacznie rządzić się swoimi prawami.

Wilhelm Hollender, producent filmu

Miałem po prostu tremę. Muszę zresztą przyznać, że praca nad „Potopem” była zupełnie wyjątkowa. Do odpowiedzialności za ten film poczuwał się właściwie każdy. Obligował przede wszystkim Sienkiewicz, ale nie tylko. Mieliśmy przecież do czynienia z olbrzymich rozmiarów filmem. To był gigant kostiumowy i gigant batalistyczny. Przy tym chodziło o batalistykę szczególnego typu, a mianowicie konną. Posiadaliśmy oczywiście doświadczenia zdobyte podczas realizacji „Pana Wołodyjowskiego”, ale w „Potopie” zarówno liczba tych scen, jak i liczna jeźdźców na planie była znacznie większa.

Scenograf „Potopu” miał niewdzięczne zadanie. (...) Trzeba więc było znaleźć dziś miejsca, które mogłaby imitować ówczesną scenerię. Niestety, z zabytkowego budownictwa niewiele się zachowało.

Wojciech Krysztofiak, autor scenografii
Magdalena Tesławska, projektantka kostiumów

Zacierałam ręce na myśli o balach. Ich kostiumowa oprawa była nie tylko osobistą radością, lecz chyba i najciekawszy zadaniem kostiumologa.Mam na myśli ucztę u Janusza Radziwiłła z udziałem oficerów cudzoziemskiego autoramentu, posłów i szlachty ubranej w polskie, tradycyjne stroje. Drugi bal – to festyn w Taurogach u księcia Bogusława, na który projektuję zupełnie odmienne kostiumy, różne nowinki ówczesnej mody „wprost z Paryża”.

[Musiałem] oczywiście zaprojektować monstrualną kolubrynę, pod której adresem Kmicic powie „naści, piesku, kiełbasy” (…) Dla mnie, już nie tylko jako scenografa, kolubryna spod Częstochowy to jeden z czołowych symboli filmu.Wysadzenie jej jest pierwszym, ujawnionym dla wszystkich aktem, demonstrującym wejście Kmicica na drogę rehabilitacji.

Jerzy Szeski, projektant kostiumów wojskowych i militariów

Co do samej kolubryny ustaliłem z konsultantem, drem Tadeuszem Nowakiem, wybitnym znawcą spraw wszechartylerii owych czasów, że taka monstrualna kolubryna, jaka opisał Sienkiewicz, chyba nie bardzo mogła istnieć naprawdę. Natomiast przy pomocy bardzo już precyzyjnych obliczeń doszliśmy do wniosku, że możemy zaprojektować i wykonać armatę-potwora, która odpowiadałaby wyobraźni i znaczeniu przypisywanemu jej w powieści.

POTOP: 

MYŚLI I CYTATY

AKTORZY:

Zadowolić wszystkich? 

To niemożliwe.

Daniel Olbrychski (Andrzej Kmicic)

Chciałem być Kmicicem jeszcze wtedy, kiedy nie śniło mi się, że zostanę aktorem. Czytając „Potop”, podobnie jak rzesze młodych entuzjastów pana Andrzeja, identyfikowałem się z postacią sienkiewiczowskiego bohatera. W wieku dwudziestu siedmiu lat stałem się nim na ekranie.

Myślę, że z punktu widzenia profesjonalnego rola Kmicica należy do tych, które pozwalają aktorowi na zademonstrowanie pełni jego możliwości, dają ową coraz rzadszą szansę wygrania się. Napisana jest przecież tak plastycznie, tak barwnie, z takim wyczuciem reguł dramatu.

Miałem ambicję, żeby wszystkie najtrudniejsze ewolucje i skomplikowane działania wykonać samodzielnie, bez pomocy dublerów i tricków filmowych. I to mi się w pełni udało. W trudnych czy nawet niebezpiecznych scenach występuję bez pomocy i asekuracji. Włożyłem w to wiele wysiłku i pracy. Przygotowania rozpocząłem na wiele miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć.

Poza przyjemnością płynącą z obcowania z wybornym materiałem literackim i dramatycznym, największą radość przyniosła mi owa możliwość bycia Kmicicem. 

W ciągu dwóch lat żyłem jakby w XVII wieku i to tak intensywnie, że momentami, już po zakończeniu zdjęć, odnosiłem wrażenie, jakby tamten czas przeszły splatał się z czasem teraźniejszym.

Awantura „narodowa” na temat mojej osoby i mego udziału w filmowym „Potopie”... Nie sposób nie wyjawić, że ta batalia o Kmicica z nowego iluzjonu zepsuła mi sporo krwi. Na paradoks przecież, czy na ironię losu zakrawa fakt, że rola, którą przyjąłem od razu, bez najmniejszych wahań, ta wymarzona przeze mnie rola wzbudziła tyle ostrych polemik, zanim jeszcze ją zagrałem. Chyba właśnie dlatego w ciągu pierwszych dni zdjęciowych czułem się niejako zobowiązany do udowodnienia wszystkim, że nie zostałem wybrany przypadkowo, że nie przypadkowo dane mi było przeżyć tę wielką przygodę z Trylogią.

Małgorzata Braunek (Oleńka Billewiczówna)

Byłam przygotowana [na ataki] po kampanii przeciw Danielowi. Zdawałam sobie sprawę z tego, że czy to byłabym ja, czy inna aktorka, zawsze spotkałaby się z protestem jakiejś części widowni. Przecież widownia wiedziała jak wyglądam czyli        od razu wiedziała, że nie tak powinna wyglądać Oleńka. 

Zadowolić wszystkich? To niemożliwe.

Natomiast Oleńka… 

Co tu dużo ukrywać, książkowa Oleńka jest postacią nieco nieprawdopodobną. Jest zbyt idealna!

Dążyłam do nadania jej wizerunku znajdującego się gdzieś między mną samą, a wyobrażeniem literackim. 

Powieściowa Oleńka wymaga tworzenia roli od wewnątrz. Ma ona precyzyjnie wytyczoną, jedną linie działania, jest lustrzanym odbiciem działań Kmicica, egzystuje w ścisłej zależności od niego.

Zawołano „Ka-me-ra” i rozpoczęto ujęcie. Najpierw padła komenda: kłusem! 

Potem: skróconym galopem i galopem. (…) Przy takiej masie koni błyskawicznie idą wielkie przyśpieszenia. 

A więc, jak mi później opowiadano, niemal natychmiast na liczniku wozu operatorów zrobiło się 60 km… To był rzeczywiście szalony galop. (…) Karetka pogotowia miała tego dnia trochę roboty, odwożąc i opatrując na miejscu poturbowanych. Scenę ataku      na szwedzki obóz powtórzyliśmy jeszcze cztery razy! Za pierwszym razem, nie wiedząc co mnie czeka, byłem szczęśliwy, że idę do tego boju i prowadzę gigantyczną konnicę. Później – muszę powiedzieć – mocno przeżywałem  tę trudną i niebezpieczną sekwencję. 

Z „napiętą” skórą.

Tadeusz Łomnicki (Michał Wołodyjowski)

W pewnym momencie pojedynku (…) nie wykonałem dość szybko zasłony, a tu najcięższa z szabel Olbrychskiego leci mi na głowę! Wszyscy zamarli z przerażenia, a ja dosłownie w ułamku sekundy zdołałem się zasłonić. Ale zdjęcia trzeba było na trochę przerwać, bo byłem blady po tej emocji, a jeszcze bardziej zdenerwował się Daniel.

Kazimierz Wichniarz (Jan Onufry Zagłoba)

W tym czasie ważyłem 115 kg. Któregoś dnia na plan zajechałem na małym koniku, a tłumy statystów wołały „koń idzie na ziemię”, to był efekt tych 115 kg. Pan Jerzy Hoffman i Wójcik, znakomity operator, coś między sobą poszeptali, pomrugali... No i zostałem Zagłobą.

Władysław Hańcza (książę Janusz Radziwiłł)

Zanim przystąpiłem do pracy nad rolą, zapoznałem się z wieloma opracowaniami historycznymi na temat epoki i samego księcia. Robiłem to tym chętniej, że sam mam wykształcenie historyczne i pasjonują mnie dzieje naszego kraju. Kreując postać Radziwiłła nie kierowałem się tym, że historia uznała go za zdrajcę. Nie znaczy to oczywiście, że usiłowałem tę postać „wybielić”, chciałem jednak pokazać, że jego postępowanie nie było tylko zimną – z góry zaplanowaną zdradą. Książę Janusz Radziwiłł w odróżnieniu od swojego bratanka Bogusława, był jednak w pewnym, sensie patriotą, oczywiście w innym, niż to dzisiaj rozumiemy, znaczeniu tego słowa. Ubierał się po polsku – a to o czymś świadczy.

Leszek Teleszyński (Bogusław Radziwiłł)

Zaproponowano mi rolę, więc dołożyłem wszelkich starań, żeby ją zagrać jak najlepiej. Dać również coś od siebie. 

Żeby ten Bogusław Radziwiłł nie był takim jednoznacznym draniem. Granie jednoznacznej postaci jest nieciekawe. Spotkałem się zresztą z takim właśnie odbiorem widzów. 

Ta postać musiała być trochę sympatyczna, nie mogła być cały czas wroga.

Franciszek Pieczka (Stary Kiemlicz)

Gram starego Kiemlicza i mam dwóch dorodnych synów – bliźniaków, łudząco do mnie podobnych. Są to bracia Janiccy z Krakowa – plastyk i chemik, wybrani do filmu z racji owego.

Pamiętam z tego filmu najbardziej Hoffmana, który zaraził mnie swoim entuzjazmem.

Bruno O`Ya (Józwa Butrym)

Mój pra-pradziad jako wojak szwedzkiej armii walczył               z Polakami, a teraz ja biłem Szwedów, nawet wygrywaliśmy. Jak to losy płatają czasem figla. A wszystko dlatego, że zagrałem Józwę Butryma w „Potopie”. Sienkiewiczowski Józwa nie miał stopy, a ja mam i to jeszcze niemałą, trudno by ją było zamaskować. Hoffman więc zdecydował, że Józwa będzie bez nogi. Umocowano mi nogę z tyłu na plechach, podciągnięto pasami, żeby się dobrze trzymała, do kolana przywiązano drewniany kikut i na to wszystko narzucono długi płaszcz, który ważył dobrych kilka kilogramów.

POTOP: 

 MYŚLI I CYTATY

MIEJSCA

Szukaliśmy miasteczek, zamków i drewnianych chat

Klasztor na Jasnej Górze

– Ojcowie byli dla nas łaskawi – wspomina Jerzy Wójcik. – Umożliwili fotografowanie wszystkiego, czego wymagał film. A nawet więcej: za sprawą prymasa Stefana Wyszyńskiego pozwolili nam sfotografować oryginał obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Udało mi się uzyskać na to zgodę prymasa Wyszyńskiego.

Białoruś. Okolice Mińska
Wawel

WAWEL. Komnaty kurdybanowe stały się w filmie komnatami kiejdańskimi Janusza Radziwiłła, zaś białe komnaty gobelinowe – taurogskimi komnatami księcia Bogusława.

 

– Przyznaję, że decyzja wpuszczenia do Wawelu obu Radziwiłłów: Janusza i Bogusława, nie należała do najłatwiejszych – mówił profesor Jerzy Szabłowski, ówczesny dyrektor Wawelu.

Wola Justowska
Lublinek pod Łodzią

– Był pojedynek konny Bogusława z Kmicicem – wspomina Hoffman. – Szykowany w rozlewisku Dniepru, ale ostatecznie kręciliśmy to na lotnisku w Łodzi. Najpierw sfilmowaliśmy bohaterów na koniach i zbliżenia głów końskich. Potem jednego i drugiego brałem kolejno na plecy, kręcąc się wkoło w odpowiednim rytmie. Tego, którego kamera filmowała wtedy od tyłu, brał na ramiona kaskader. Na koniach Kmicic i Bogusław nie mogliby podejść do siebie tak blisko. Całość zmontowaliśmy, przeskakując od zbliżeń do szerokich.

Ukraina. Rozlewiska nad Dnieprem
Zakopane

źródła wypowiedzi:

B. O'ya, „Przepraszam, czy pan jest aktorem?”, „Ossolineum”, 1977, s.48-50

D. Olbrychski, „Kmicic i Oleńka”, rozm. przepr. A. Markowski, „Panorama Polska”, 1974, nr 13

D. Olbrychski, „Kmicic i Oleńka”, rozm. A. Markowski, „Panorama Polska”, 1974, nr 13

D. Olbrychski,535 dni Potopu”,  M.OLeksiewicz, „WAiF”, Warszawa 1975, s.109

F. Pieczka, „Moje aktorskie przygody, „Trybuna Robotnicza”, 29.07.1972

J. Hofffman, „Potop”, rozm. J. Olszewski, „Film”, 1973, nr 47

J. Hoffman, „Czas mijał, armaty biły pod Częstochową, a Oleńki wciąż brakowało...”, rozm. J. Derenda, „Dziennik Wieczorny”, 18.09.1974

J. Hoffman, „Nie chwaląc się, jam to sprawił”, „Gazeta Wyborcza”, rozm. J. Szczerba, 6-7.09.2014

J. Wójcik, „Labirynt światła”, „Canonia”, Warszawa 2006, s.91-93

K. Wichniarz, „Jak zostałem Zagłobą”, rozm. M. Jędrzejewski, „Argumenty, 1984, nr 21

M. Braunek, „Jak uwierzyć Oleńce?”, rozm. przepr. M. Andrzejewska, „Trybuna Mazowiecka”, 29.12.1974

M. Tesławska, Kontusz dla pana Andrzeja, suknia balowa Oleński..., rozm. A Zarzyski, „Magazyn Filmowy”, 1971, nr 16

„Mówi scenograf »Potopu«”, rozm. przepr. (ski). „Film”, 1971, nr 50

W. Hollender, „Jak kręcono »Potop«”, rozm. przepr. Małgorzta Dipont, „Życie Warszawy”, 30-31.12.1973

W. Hańcza – książę Radziwiłł z »Potopu«”, rozm. (mś), „Słowo Powszechne”, 28/29.12.1974

POTOP:  

LICZBY, LICZBY, LICZBY

Pięć lat, trzy śluby i tysiąc trosk

Zdjęcia do „Potopu” trwały 535 dni.

Film kosztował 100 milionów złotych i był w tamtych latach najdroższą polską produkcją.

W rolach pierwszoplanowych wystąpiło około 70 aktorów i około 350 w rolach epizodycznych.

O rolę Oleńki ubiegało się 3 tysiące kandydatek.

Do scen bitewnych przygotowano 2 tysiące pik, 1,5 tysiąca muszkietów, 700 szabel metalowych, 300 kompletów strojów dla husarii łącznie       ze skrzydłami,  40 dużych sztandarów oraz 30 dużych namiotów.

Kilkadziesiąt litrów filmowej krwi przygotowała do „Potopu” firma „Max Factor”.

W scenie finałowej bitwy wystąpiło około 3,5 tysiąca statystów i 500 jeźdźców.

W całym filmie pojawiło się około tysiąca koni.

POTOP REDIVIVUS: 

REKONSTRUKCJA I POWRÓT NA EKRAN

zwiastun filmu „Potop Redivivus” 
Tadeusz Kowalski

„Potop Redivivus", czyli „Potop odrodzony”, to szczególny projekt Filmoteki Narodowej, którego celem jest przybliżenie jednego z najznakomitszych dzieł polskiej kinematografii współczesnej publiczności.

Na podstawie w pełni cyfrowo zrekonstruowanego filmu, trwającego w wersji oryginalnej 315 minut, powstał film znacznie krótszy, będący swoistą kondensacją monumentalnego dzieła, w którym udało się pomieścić wszystkie istotne wątki narracyjne. 

Udostępniając film publiczności, wyrażamy nadzieję, że doświadczenie nowego dawnego dzieła okaże się wartościowym i niezapomnianym przeżyciem.

Elżbieta Wysocka

Tworzenie nowej wersji jakiegokolwiek filmu nie jest działaniem typowym dla archiwum.W zasadzie dla instytucji, która czuwa przede wszystkim nad niezmiennością swoich zasobów – jest to zadanie nadzwyczajne i kontrowersyjne.

Także i w tym przypadku nie zapomnieliśmy iż pierwszorzędnym celem projektu było jak najlepsze zabezpieczenie dzieła w jego oryginalnym kształcie.

Co najważniejsze do pracy nad reinterpretacją dzieła powrócili twórcy filmu – Jerzy Wójcik czuwający nad obrazem filmowym w obu wersjach oraz Jerzy Hoffman, pod którego kierunkiem Marcin Kot Bastkowski dokonał reedycji filmu – opracowania wersji trzy godzinnej.

Praca nad filmem to praca zespołowa – nie tylko na etapie produkcji - również kiedy film jest restaurowany konieczna jest „ekipa” wykwalifikowanych fachowców.             Nie do przecenienia jest fachowość pracy konserwatorów - to od nich zależy z co zostawimy po sobie, a także ile pracy będę mieli specjaliści od cyfrowego przetwarzania obrazu.

Wszystkie stare naprawy oraz wszystkie sklejki musiały być sprawdzone i często naprawione ponownie. Najważniejszym problemem były jednak ubytki materiału: czasem kilku-klatkowe, z rzadka brakowało części, a nawet całego ujęcia.

By nie tracić synchronizacji z muzyką już przed laty w negatywie obrazu w miejscach uszkodzonych klatek została wstawiona proteza z nieprzeźroczystej taśmy tzw. blank, natomiast dłuższe odcinki uszkodzonego negatywu zastąpiono dupnegatywem. Z tymi problemami restauratorskimi zmierzyć się można jedynie na drodze rekonstrukcji cyfrowej. Dlatego w obu przypadkach ubytków/braków oryginalnej taśmy negatywowej na etapie współczesnej digitalizacji partie były porównane z duppozytywem                     i częściowo uzupełnione.

Jerzy Hoffman

Ten właśnie „Potop Redivivus” jest „Potopem” na dziś – który ogląda się niesłychanie, a próbne projekcje pokazały, że stał się filmem na nowo atrakcyjnym i pasjonującym.

Oczywiście, trudno byłoby zastosować dzisiejszą formę montażu, ale w efekcie mądrego kompromisu otrzymaliśmy film odświeżony, odrodzony. 

Stąd właśnie tytuł – „Potop Redivivus”.

To była niesamowita przygoda. Jak usunąć ponad dwie godziny filmu tak, by nic nie stracił na wartości, by nadal porywał jak oryginał w chwili premiery? 

Musieliśmy usunąć pewne wątki, inne skrócić, pewne sceny wyciąć, inne przestawić, by wszystko harmonizowało ze sobą. 

Miałem ogromną swobodę, ale Jerzy Hoffman nie raz mnie zaskoczył, wskazując alternatywne rozwiązania.

Marcin Kot Bastkowski

Nieraz musiałem rozwiązywać skomplikowane równanie matematyczne: gdzie ciąć, gdzie wycinać, kiedy przyciąć muzykę pod dialogiem, no i jak to zrobić? 

Jedyną sceną, którą zachowałem nienaruszoną, jest pojedynek Kmicica z Wołodyjowskim. To mój hołd dla Zenona Pióreckiego – montażysty wersji oryginalnej.  Ta minuta dla Pióreckiego to zarazem hołd dla wszystkich, którzy przy tym filmie pracowali.

Jerzy Wójcik
Festiwal Filmowy w Gdyni. „Potop Redivivus” na otwarcie festiwalu
Kino Iluzjon Filmoteki Narodowej. Uroczysta premiera  „Potop Redivivus”

ZAPOWIEDŹ ALBUMU:

Książka „Potop Redivivus” jest pierwszą po 40. latach monograficzną pozycją poświęconą ekranizacji „Potopu”. 

Spośród blisko 2000 fotosów do filmu i werków znajdujących się w archiwum Filmoteki Narodowej w publikacji umieszczono niemal 300 – niektóre z nich po raz pierwszy ujrzą światło dzienne. Bogactwo ikonografii dopełniają unikalne projekty kostiumów, plakaty polskie i zagraniczne oraz rysunki satyryczne.

Publikacja zawiera nowe teksty uznanych filmoznawców, dotyczące m.in. recepcji filmu, wywiady z Jerzym Hoffmanem, Jerzym Wójcikiem, Danielem Olbrychskim, Leszkiem Teleszyńskim oraz członkami ekipy filmu, archiwalne wypowiedzi twórców, fragmenty recenzji z prasy polskiej i zagranicznej.

ZAPOWIEDŹ PŁYTY

„Potop Redivivus” znalazł się na płycie DVD i BD. 

Wydawnictwo zawiera bogate materiały dodatkowe: filmy dokumentalne “Potop. Wielka filmowa przygoda” i “Jak powstał Potop Redivivus”, materiał porównawczy przed i po rekonstrukcji, kroniki filmowe z planu zdjęciowego “Potopu”, zwiastun archiwalny filmu oraz nowe zwiastuny, materiały edukacyjne i prezentację albumu. “Potop Redivivus” oraz filmy dokumentalne są dostępne w wersji z napisami angielskimi, audiodeskrypcją i napisami dla niesłyszących.p Redivivus” znalazł się na płycie DVD i BD.

Autorzy: artykuł

Pomysł i opracowanie wystawy — Aneta Kozłowska, Piotr Śmiałowski (fototeka.fn.org.pl)
Edycja GCI — Karolina Brzozowska (repozytorium.fn.org.pl)
Multimedia — Marcin Kot Bastkowski, Aleksandra Kot
Tłumaczenie — Krystyna Biernawska (repozytorium.fn.org.pl), Peter Walsh

Twórcy wszystkich multimediów
Pokazane artykuły w niektórych przypadkach mogły zostać przygotowane przez firmy niezależne, dlatego nie zawsze będą zgodne z poglądami wymienionych poniżej instytucji, które dostarczyły te materiały.
Przetłumacz z Google
Strona główna
Przeglądaj
W pobliżu
Profil