1939 – 1948

Droga do Indii

Muzeum Historii Polski

Polskie osiedla w Balachadi i Valivade

Pobyt polskich uchodźców w Indiach to niezwykła opowieść o spotkaniu dwóch społeczności odmiennych pod względem kultury, języka czy klimatu, które zetknął los wskutek tragicznych wydarzeń II wojny światowej. To historia ludzkich relacji, umiejętności współżycia i porozumienia, dobroci, życzliwości, wrażliwości, uniwersalnych wartości – współczucia i gotowości gospodarzy do niesienia pomocy potrzebującym.
Przykład polskich osiedli w Indiach to też wspaniała nauka o tożsamości – o niezwykłym przywiązaniu do polskiej tradycji, tym mocniejszym, im trudniejszy był kontakt z Ojczyzną, o woli przetrwania i układania sobie życia codziennego nawet w niezbyt sprzyjających okolicznościach, o wadze edukacji instytucjonalnej, ale i pozaszkolnej.

Wybuch wojny
1 września 1939 roku nazistowskie Niemcy zaatakowały Polskę, rozpoczęła się II wojna światowa. Szesnaście dni później, zgodnie z tajnym protokołem paktu Ribbentrop-Mołotow podpisanego 23 sierpnia, Polskę zaatakował również Związek Sowiecki. Oba państwa, które podzieliły między siebie terytorium Polski, zmierzały nie tylko do przejęcia terytorium i zasobów kraju, ale i zniewolenia ludności, zniszczenia jego elit i podporządkowania totalitarnym reżimom.

Mimo klęski militarnej kontynuował działalność rząd polski z siedzibą we Francji, a od czerwca 1940 w Londynie, uznawany przez państwa alianckie i neutralne. Działały polskie placówki dyplomatyczne, u boku Francji, a po jej klęsce u boku Wielkiej Brytanii walczyły Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.

Deportacje sowieckie
W grudniu 1939 roku rząd sowiecki podjął decyzję o usuwaniu z zajętych obszarów „niepewnego politycznie elementu”: grup zawodowych i społecznych, uznawanych za wrogie sowietyzacji. W efekcie od lutego 1940 roku do czerwca 1941 miały miejsce wielkie deportacje ludności polskiej w głąb ZSRS, z zasady całych rodzin z dziećmi i osobami starszymi. Największe skupiska deportowanych znalazły się w Kraju Krasnojarskim, Kazachstanie oraz w obwodach archangielskim, swierdłowskim, irkuckim i mołotowskim.
„Amnestia” i Armia Andersa
Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku rozpoczęły się rozmowy pomiędzy polskim rządem na uchodźstwie a Stalinem, które zakończyły się zawarciem układu Sikorski-Majski (30 lipca 1941). W sierpniu władze sowieckie ogłosiły dekret o „amnestii” dla polskich obywateli. Użycie słowa „amnestia” w cudzysłowie wynika z tego, że obejmowała ona ludzi deportowanych i więzionych ze względu na przynależność narodową lub status społeczny, niezgodnie z prawem międzynarodowym i z pogwałceniem praw człowieka.

Umowa polsko-sowiecka umożliwiła wznowienie działalności polskiej ambasady, dała Polakom możliwość opuszczenia miejsc zesłania i stworzyła podstawę prawną do formowania Armii Polskiej w ZSRS pod dowództwem gen. Władysława Andersa (stąd nazwa Armia Andersa), która stanowiła część składową Polskich Sił Zbrojnych, podległych polskiemu rządowi w Londynie.

Dzieci
Rzeszom ludności cywilnej docierającej do wojska i do miejsc, gdzie działały delegatury terenowe ambasady RP, udzielana była pomoc – głównie w postaci żywności i lekarstw, dostarczanych przez rządy RP, Wielkiej Brytanii i USA, a także przez polski, angielski i amerykański Czerwony Krzyż. Wśród potrzebujących były tysiące dzieci. Tworzono szpitale, sierocińce, świetlice czy szkoły junaków i junaczek dla młodzieży przy wojsku. Do końca 1942 roku ambasada RP w Kujbyszewie uruchomiła 807 placówek opieki.

„W obecnej sytuacji sanitarnej i aprowizacyjnej w Sowietach, przy stanie skrajnego wyczerpania, jedynym ratunkiem dla dzieci jest wywiezienie ich. […] Proszę zatem Rząd o jak najszybsze przestudiowanie zagadnienia wywiezienia z Sowietów i rozmieszczenia na terytoriach brytyjskich w Afryce i w Azji co najmniej 50.000 dzieci.

[…] Podkreślam, że jest to jedyna możliwość uratowania dzieci, które w przeciwnym razie będą skazane na śmierć i przez to na zawsze stracone dla Polski”.
Fragment depeszy nr 360 ambasadora Stanisława Kota z Kujbyszewa przesłany premierowi Władysławowi Sikorskiemu i ministrowi PiOS, 6 maja 1942.

„Każde z tych dzieci nosiło w sobie jakąś tragedię. Jak znaleźć drogę do ich serc, które są tak poranione, że lada słowo trąca o jakieś bolesne wspomnienie? Czy pocieszać te dzieci, czy lepiej niech przetrawią dawny ból w sobie, a ochronić je tylko przed nowymi przykrościami i pilnować, by nowe troski nie pogłębiły skaz na ich zbolałych duszach”.
Cytat za: Weronika Hort (Hanka Ordonówna), „Tułacze dzieci”.

Ewakuacja
Z końcem września 1941 roku były już przepełnione wszystkie miejsca formowania oddziałów. Od kwietnia 1942 roku stosunki polsko-sowieckie stawały się coraz bardziej napięte. Władze sowieckie zaczęły utrudniać formowanie polskich jednostek i ich aprowizację. Generał Anders rozpoczął zabiegi o ewakuację armii z Rosji na Bliski Wschód. Było to korzystne rozwiązanie również dla Brytyjczyków, gdyż umożliwiało zwiększenie liczby wojska w rejonach roponośnych, zagrożonych niemiecką ofensywą. W 1942 roku (na przełomie marca i kwietnia oraz od sierpnia do początku września) udało się przeprowadzić dwie duże ewakuacje wojska wraz z ludnością cywilną, którą głównie stanowiły rodziny wojskowe.

Transporty odbywały się przez Morze Kaspijskie z portu Krasnowodzk (dziś Turkmenbaszy w Turkmenistanie) do Pahlewi (dziś Bandar-e Anzali, Iran). Ewakuacja odbywała się także drogą lądową z Aszchabadu do Meszhedu, którą do 20 września 1942 roku przejechało ponad 2600 osób, w tym ok. 650 dzieci.

Łącznie z Armią Andersa przetransportowano ponad 116 tys. osób, w tym ok. 41 tys. cywilów. W tej liczbie było co najmniej 20 tys. dzieci do lat 18. Szacuje się, że po ewakuacji na terenie Rosji pozostało ok. 77 tys. dzieci.
Kolejne ewakuacje już się nie odbyły. Wiosną 1943 roku doszło do zerwania stosunków polsko-sowieckich, w związku z odkryciem masowych grobów polskich jeńców wojennych, którzy zostali rozstrzelani na mocy rozkazu Stalina z marca 1940 roku (zbrodnia katyńska).

„Wreszcie otrzymujemy pozwolenie na załadowanie się do samochodów. I w tym momencie wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Karne dotychczas bractwo rzuciło się bezładnie do najbliżej stojących pojazdów. A nuż zabraknie miejsca?...

...Krzyk, wrzawa, bieganina. Ktoś się przewrócił, coś zgubił, rozsypał węzełek. Nagle ponad rozbieganą czeredą rozległ się mocny, męski głos: – Stać! Wrócić na swoje miejsca! Wrzawa ucichła tak nagle, jak się zaczęła”.
Wspomnienie wówczas 11-letniego Wiesława Stypuły o transporcie z Aszchabadu od Meszhedu latem 1942. Cytat za: Wiesław Stypuła, „W gościnie u ‘polskiego’ maharadży”.

Po ewakuacji wojsko polskie pod wodzą gen. Andersa zostało włączone w struktury Polskiej Armii na Wschodzie, stacjonującej w Iraku, Iranie i Palestynie. Ludność cywilną, głównie kobiety i dzieci, w większości rozlokowano w ciągu 1942–1943 roku w powstających licznych osiedlach w Azji i Afryce, a także w Meksyku i Nowej Zelandii. Wszędzie tam tworzono także polskie konsulaty i delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej oraz delegatury Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, których zadaniem była opieka nad polskimi cywilami.

Droga do Indii
Największe transporty Polaków z Iranu do Afryki, Indii i innych krajów odbywały się w czasie najtrudniejszej dla aliantów sytuacji wojennej. „W lecie 1943 r. z Ahwazu przewieziono nas pociągiem do portu Khorramshahr nad Szatt al-Arab (połączenie Tygrysu i Eufratu), a potem statkiem do Karaczi. Ponieważ na Oceanie Indyjskim grasowały japońskie łodzie podwodne, nie wolno było zapalić papierosa ani mieć jakiegokolwiek światła na pokładzie, bo nawet błysk zapałki można było dostrzec z 20–30 km. Nie mogliśmy też wyrzucać za burtę odpadków jedzenia, bo te zaalarmowałyby Japończyków. Statek nasz należał do większego konwoju: 6–10 statków pod opieką korwet uzbrojonych w bomby głębinowe”. Wspomnienie Albina Tybulewicza, w: „Polskie dzieci na tułaczych szlakach 1939–1950”.

Pomoc z Indii Polakom deportowanym do ZSRS rozpoczęła się odważną misją humanitarną, zorganizowaną przez polski konsulat w Bombaju i delegaturę PCK. Konwój ciężarówek z 60 tonami pomocy materiałowej wyruszył 11 listopada 1941 roku z Bombaju i 30 grudnia szczęśliwie, po pokonaniu górzystej granicy irańsko-rosyjskiej, dotarł do Aszchabadu. W maju 1942 roku tą samą drogą udało się przeprowadzić drugi taki transport.
Ta akcja utorowała trasę z Aszchabadu (ZSRS) do Meszhedu (Iran) i, po uprzednim uzyskaniu zgody Moskwy na zabranie dzieci, umożliwiła wykorzystanie transportu powrotnego ciężarówek do ewakuacji polskich sierot. Dzięki temu w połowie marca 1942 roku zabrano około 170 sierot. Łącznie tą trasą ewakuowano blisko 3000 osób, dzieci i dorosłych, w większości cywilów.

Ekspedycja humanitarna i ewakuacja dzieci były inicjatywą konsula generalnego Eugeniusza Banasińskiego. Wraz z żoną Kirą, która kierowała delegaturą PCK oraz Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, od wybuchu wojny angażowali się w organizowanie pomocy Polakom na terenie Indii, a od 1942 aktywnie wspierali organizację transportów uchodźców z ZSRS oraz tworzenie dla nich osiedli.
Wśród opiekunów transportu 173 polskich sierot z Meszhedu do Bandry w kwietniu 1942 roku była Hanka Ordonówna – piosenkarka i aktorka, gwiazda warszawskiej estrady i teatru lat 30., deportowana przez NKWD z Wilna w 1941 roku.

Osiedla w Indiach
W Indiach powstały obozy przejściowe w Bandrze (pod Bombajem), Kwecie, Country Club (niedaleko Karaczi) i w Malirze (trzy ostatnie dziś w graniach Pakistanu) oraz stałe osiedla w Balachadi i Valivade. W obozach tranzytowych – w porównaniu z możliwościami w ZSRS – wreszcie były warunki do podjęcia skuteczniejszego leczenia dzieci, przywracania im równowagi psychicznej, zapewniania namiastki normalnego dzieciństwa.

Strona tytułowa „Głosu Werandy” (rok I, nr 5, 13 maja 1942), gazetki sporządzanej odręcznie, ołówkiem przez 15-letniego Tadeusza Herzoga w ośrodku w Bandrze (fot. ze zbiorów Wiesława Stypuły).

Teresa Kurowska i Renata Żelichowska w strojach krakowskich pozują do zdjęcia z amerykańskimi żołnierzami polskiego pochodzenia, odwiedzającymi obóz Country Club.

Osiedle dzieci polskich w Balachadi
Sprowadzenie polskich sierot do Indii wymagało zgody władz indyjskich oraz zapewnienia miejsca pobytu i utrzymania. Gdy rząd delhijski w styczniu 1942 roku pozytywnie odpowiedział na możliwość przyjęcia 500 polskich dzieci, maharadża Digvijaysinhji zaoferował miejsce pod budowę sierocińca w podległym mu księstwie Nawanagar – w Balachadi, pod Dżamnagarem.

Maharadża swoim osobistym przykładem i zaangażowaniem zachęcał innych indyjskich książąt do wpłat na specjalnie powstały na ten cel Fundusz Pomocy Dzieciom Polskim. Dzięki funduszowi udało się zapewnić utrzymanie sierot do końca wojny bez konieczności finansowania ze strony rządu polskiego.

Losy Polski znane były maharadży Jam Sahebowi Digvijaysinhji jeszcze przed wojną: poznał je dzięki stryjowi, maharadży Ranjitsinhji, który w latach 1920–1923 był delegatem Indii na posiedzeniach Ligi Narodów i wówczas zaprzyjaźnił się z Ignacym Paderewskim. Młody Digvijaysinhji bywał ze stryjem w Szwajcarii i wówczas miał okazję spotkać polskiego wybitnego muzyka i męża stanu. Później sam w Londynie w czasie wojny poznał m.in. gen. Władysława Sikorskiego. Darzył sympatią Polaków i ich losy nie były mu obojętne.

W połowie lipca 1942 roku do osiedla Balachadi przybyła pierwsza grupa małych mieszkańców. Zabudowa osiedla to były głównie parterowe murowano-drewniane budynki pokryte czerwoną dachówką. Pomieszczenia dla dzieci, o wymiarach 5 x 40 metrów, mieściły od 20 do 30 osób.

Dla każdego małego mieszkańca było tam łóżko, stolik lub półka oraz kuferek na osobiste rzeczy. Poza tym w osiedlu powstały szpital, szkoła, świetlica, kaplica, jadalnie, umywalnie, magazyny, budynki personelu sierocińca, a także boiska sportowe oraz plac apelowy. W 1942 roku do osiedla przybyło ok. 650 dzieci, w wieku od 2 do 15 lat.

Komendantem osiedla został ks. Franciszek Pluta, kapelan wojskowy w Armii Andersa. Wspominany jako surowy, ale i gorliwie działający dla dobra dzieci zarządca, oddany sprawom osiedla. Był też duszpasterzem balachadzkiej społeczności. W szkole uczył młodzież religii i łaciny.

Maharadża dzięki swojej dobroci, jako przyjaciel osiedla, ale również z uwagi na swoją pozycję i bogactwo, był dla dzieci jak postać z baśni. Brał udział we wszystkich najważniejszych uroczystościach, występach lub zawodach sportowych organizowanych w Balachadi, zapraszał też dzieci do swojego pałacu. Stale interesował się działalnością osiedla i pomagał na bieżąco w pojawiających się trudnościach.

Valivade – polskie miasteczko
Osiedle w Valivade, w pobliżu Kolhapur, miejsce specjalnie dobrane pod kątem najbardziej sprzyjającego klimatu dla Europejczyków oraz dostatecznej ilości wody, powstało rok po Balachadi i było jednym z największych stałych osiedli dla polskich uchodźców (do 1948 roku przeszło przez nie ok. 5000 osób). Zaplanowano tu zamiast baraków system lekkich budynków podzielonych wewnątrz na pojedyncze mieszkania (lub pokoje dla osób samotnych) z podstawowym wyposażeniem, jak łóżko, stół, krzesła, toaletka, piecyk do gotowania (w osiedlu nie funkcjonowało zbiorowe wyżywienie, lecz każdej rodzinie wypłacano zasiłki na ten cel), dzięki czemu uchodźcy mieli choćby namiastkę domu. Pierwsza grupa Polaków przybyła do Valivade 11 czerwca 1943 roku.

Valivade było osiedlem rodzinnym, mieszkały w nim przede wszystkim matki z dziećmi oraz mężczyźni niezdolni do służby wojskowej. Miało zarząd na wzór polskiego miasteczka, ze starostą na czele. Jako pierwszy, do 1946 roku, sprawował tę funkcję kpt. Władysław Jagiełłowicz. Został tu skierowany z obozu tranzytowego w Malir, którym zarządzał. Funkcję starosty obejmował w jeszcze nieukończonym osiedlu, więc od jego działań zależało sprawne funkcjonowanie Valivade na samym początku oraz to, jak będzie się rozwijać. Z tymi zadaniami poradził sobie znakomicie.

Wielu dorosłych niezatrudnionych w administracji czy szkolnictwie podejmowało i realizowało różne przydatne inicjatywy: działały np. polska drukarnia, masarnie czy spółdzielnia „Zgoda”, która zrzeszała różne warsztaty rzemieślnicze (np. krawieckie, szewskie, stolarskie) i punkty usługowe (jak fryzjer lub stołówka).

Szkoła
Wszędzie, gdzie powstawały polskie osiedla, nawet tranzytowe, od razu rozpoczynało się nauczanie, choć na początku brakowało kadr, podręczników i przyborów szkolnych. Z czasem szkolnictwo w Balachadi i Valivade udało się świetnie zorganizować: działało kilkanaście placówek – przedszkola, szkoły powszechne, gimnazja i licea, szkoły i kursy zawodowe, z nauczaniem na bardzo dobrym poziomie, z programami, świadectwami czy ocenami wzorowanymi na przedwojennej polskiej szkole. Było to możliwe dzięki ogromnej pracy i osobistemu zaangażowaniu wszystkich osób, zarówno nauczycieli, wychowawców, jak i nadzorujących osiedla przedstawicieli władz polskich.

„Zajęcia przebiegały na ogół sprawnie, tylko od czasu do czasu szkołę nawiedzał kataklizm w postaci epidemii malarii. Bywały okresy, gdy absencja chorobowa sięgała 50–60 procent. Gorzej, gdy ofiarą jej padali nauczyciele, których praktycznie nie miał kto zastąpić”.
Wspomnienia Wiesława Stypuły „W gościnie u ‘polskiego’ maharadży”.

Pierwsze świadectwo szkolne Wiesława Stypuły – nauczyciel podawał stopnie, a uczeń ręcznie wypisywał „dokument”, osiedle Balachadi.

Zajęcia pozaszkolne
W osiedlach dbano także o życie kulturalne i oświatę, funkcjonowały np. biblioteki i świetlice (z pogadankami tematycznymi, głośnym czytaniem lektur) oraz wiele innych zajęć, dzięki którym mieszkańcy rozwijali swoje umiejętności i talenty, a przede wszystkim poznawali polską kulturę. Działały zespoły teatralne, taneczne i muzyczne, których występy miały i brytyjską, i hinduską widownię spoza osiedla, i które często gościły z przedstawieniami u maharadżów oraz w Kolhapur i w Bombaju (np. młodzież szkolna z Valivade kilkakrotnie prezentowała tam polskie tańce – mazura, krakowiaka i taniec góralski).

W osiedlu Valivade z zaangażowaniem działał amatorski teatr. Wydarzeniem było wystawienie z okazji święta 11 listopada III aktu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego – w tym czasie mieszkanką osiedla była Anna Tetmajerowa, pierwowzór postaci Gospodyni z dramatu.

Harcerstwo
W większości wspomnień z okresu pobytu w Indiach podkreślane jest olbrzymie znaczenie harcerstwa, które przez zbiórki, ogniska, kominki, wyprawy, akcje społeczno-kulturalne, a nawet wydawanie własnych pisemek i książek (Indyjska Biblioteczka Harcerska w Valivade) kształtowało postawę swoich członków na całe życie.

„Z rodzinami w Indiach było całkiem krucho, właściwie rodzin prawie wcale nie było. Były matki z dziećmi lub same dzieci w sierocińcu. Ojcowie na froncie lub pozostali w śniegach Sybiru, w ziemi Kazachstanu lub Uzbekistanu. ...

... Niektóre matki też zostawały, nie mogąc się ewakuować, lub spoczęły wiecznym snem w dalekiej ziemi. (...) A brak było tych ojców, oj, jeszcze jak brak! Zwłaszcza chłopcom! (...) Mali chłopcy garnęli się do starszych chłopców, stąd tak duża rola wszystkich drużynowych zuchowych i harcerskich”.
Wspomnienia Anny Gwiazdonik (z domu Handerek). Cytat za: „Polacy w Indiach 1942–1948 w świetle dokumentów i wspomnień”.

Harcerstwo było szkołą odpowiedzialności, samodzielności, wytrwałości, wspólnotowości i patriotyzmu, a dla wielu najwspanialszą przygodą życia, zwłaszcza dzięki obozom i wycieczkom organizowanym wśród egzotycznej i niebezpiecznej przyrody, na skraju dżungli.

„Na obozie były szanse na zdobycie wielu sprawności, ale naszą ambicją było zdobyć sprawność «Trzech piór». Warunki jej zdobycia były trudne i ryzykowne. Regulamin kazał spędzić 24 godziny w ukryciu poza obozem, zachować milczenie i żywić się tym co się znajdzie lub upoluje.

(...) Dano więc nam po kromce chleba i po pudełku sardynek, trzy zapałki i kilka kryształków kali (środek dezynfekcyjny). Każdy z nas miał też nóż, chustę, pelerynę, butelkę z wodą i plecak”.
Wspomnienia Staszka Harasymowa. Cytat za: „Polacy w Indiach 1942–1948 w świetle dokumentów i wspomnień”.

Sport
Obok nauki i harcerstwa bardzo ważnym elementem wychowawczym był sport, który stanowił nieoceniony sposób na poprawę kondycji fizycznej dzieci, ale także świetną formę spędzania wolnego czasu. Powstały liczne drużyny i sekcje sportowe: siatkówki, koszykówki, piłki nożnej; były także zajęcia lekkoatletyczne, z tenisa ziemnego i stołowego, ze strzelania, pływania, kajakarstwa i inne. Odbywały się różne osiedlowe zawody, wyścigi lub gry z nagrodami, organizowano nawet igrzyska sportowe. Osiedle Balachadi i Valivade miały swoje reprezentacje w piłce nożnej, które rywalizowały z dużo bardziej doświadczonymi drużynami angielskimi lub hinduskimi. Co ważne, choć obowiązkowa była tylko nauka w szkole, a harcerstwo, zajęcia sportowe czy inne pozaszkolne aktywności – dobrowolne, to jednak udział w nich był masowy.

„I oto, gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, niezmordowany Dedena rozpoczął swój taniec pod bramką przeciwnika. Po kiwnięciu dwóch graczy z trzecim wdał się w zażartą, zaciętą walkę. Tracąc siły, zdołał ostatnim wysiłkiem podać piłkę do wybiegającego na wolne pole p. Antosia, a ten zwodem minął ostatniego obrońcę i uderzył piłkę tak mocno, że bramkarz nie zdołał nawet zareagować...

Na bramkach nie było siatek, więc piłka poszybowała hen daleko, aż pod budynek szkoły. Nim zdołano ją przynieść z powrotem, sędzia odgwizdał koniec meczu. Co się potem działo, trudno opisać. Nasi zawodnicy z radości zaczęli biegać po boisku jak opętani. Wzajemnym uściskom, poklepywaniu się nie było końca”.
Wspomnienia Wiesława Stypuły. Cytat za: „Polacy w Indiach 1942–1948 w świetle dokumentów i wspomnień”.

Antoni Maniak – przedwojenny zawodnik lwowskiej „Pogoni”, jak duża część kadry nauczycielsko-wychowawczej oddelegowany do pracy w osiedlu z wojska polskiego, w Balachadi odpowiadał za organizację wychowania fizycznego. Był świetnym i wymagającym trenerem, który imponował swoim podopiecznym sprawnością fizyczną i umiejętnościami.

Wychowanie patriotyczne i religijne
Wielką wagę przykładano do patriotycznego oraz religijnego wychowania – programowo realizowanych poprzez szkołę, harcerstwo, a także zajęcia sportowe i inne pozaszkolne. „Pamiętaj, że na obczyźnie każdy Polak-uchodźca jest ambasadorem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”. Słowa z przemówienia gen. Władysława Sikorskiego, umieszczone np. w książeczce uchodźcy.

Strony z książeczki uchodźcy, które były wydawane przez delegaturę Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w Bombaju każdemu Polakowi uchodźcy w osiedlach. Służyły do ewidencjonowania świadczeń pieniężnych i materiałowych, zawierały też pięć zasad właściwego postępowania.

Relacje polsko-indyjskie
W czasie sześcioletniego pobytu w Indiach polscy uchodźcy mieli okazję różnych kontaktów z hinduską społecznością. Po początkowej wzajemnej nieufności, często nawiązywane były dobre, a nawet przyjazne relacje. Zawiązało się nawet kilka małżeństw polsko-hinduskich. Hindusi byli najczęściej nauczycielami angielskiego, dużą grupę stanowili też okoliczni mieszkańcy, którzy pracowali w osiedlu lub zajmowali się handlem – na peryferiach Valivade powstał nawet duży bazar z hinduskimi straganami. Większe możliwości nawiązania bliższych relacji były w Balachadi, gdzie oddelegowani przez maharadżę Hindusi pracowali też jako lekarze, kucharze czy nauczyciele muzyki (ok. 50% obsługi osiedla stanowili miejscowi).

Pamiątkowe zdjęcie ze zorganizowanej przez Wandę Dynowską (siedzi w środku) miesięcznej wyprawy po południowych Indiach. 25-osobowa grupa młodzieży występowała z polskimi pieśniami i tańcami narodowymi, ale także poznawała kulturę, sztukę, architekturę i obyczaje kraju.
Umadevi (indyjskie imię Dynowskiej) – starała się także przekazywać swoją wiedzę mieszkańcom osiedla w Valivade np. poprzez autorski cykl odczytów.

Współpraca i przyjazne relacje zostały nawiązane także między harcerstwem polskim i hinduskim. Kiedy w sierpniu 1947 roku polscy harcerze nie zostali zaproszeni do udziału w VI Jamboree we Francji (Międzynarodowe Biuro Skautowe w 1946 roku cofnęło uznanie dla władz ZHP działającego poza granicami Polski), zorganizowali wspólne ognisko ze skautami hinduskimi. Wraz z likwidacją osiedla Valivade i wyjazdami Polaków z Indii część ekwipunku harcerskiego przekazano hinduskim skautom.

Polacy, sami pozbawieni wolnej ojczyzny, dobrze rozumieli wolnościowe dążenia Hindusów i 15 sierpnia 1947 roku w osiedlu Valivade wspólnie uroczyście świętowano uzyskanie przez Indie niepodległości, święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i rocznicy zwycięskiej Bitwy Warszawskiej 1920 roku.

Likwidacja osiedli
Dla uchodźców w Indiach, Afryce, Iranie, Meksyku czy Nowej Zelandii koniec wojny nie oznaczał szczęśliwego powrotu do Polski. Wskutek powojennych ustaleń i tzw. porządku jałtańskiego ci, którzy pochodzili z Kresów Wschodnich, nie mieli już możliwości powrotu do domu. Ponadto Polska w nowych granicach znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, a komunistyczny rząd represjonował wielu ludzi powracających do kraju. Po doświadczeniach sowieckiej okupacji i łagrów w ZSRS uchodźcy nie mieli złudzeń, jak będzie wyglądało życie w komunistycznej Polsce, rządzonej pod dyktando Stalina.

Na repatriację zdecydowało się tylko ok. 20% tych, którym w 1942 roku udało się wydostać z Armią Andersa z ZSRS. Na powrót do Polski decydowali się głównie ci, których bliscy pozostali w kraju, ale motywacją była również tęsknota za Polską, chęć przyczynienia się do jej odbudowy ze zniszczeń wojennych, nadzieja, że będzie lepiej.

„Stworzyła się raptownie szansa powrotu – wprawdzie nie do swojego miejsca urodzenia, ale do Ojczyzny. Pobyt w różnych krajach na obczyźnie był dla nas bardzo przytłaczający. Nie znając obcych języków, byliśmy wyobcowani, a nie mając swojej ojczyzny, czuliśmy się poniżeni”.
Wspomnienia Alojzego Grubczaka. Cytat za: „Polacy w Indiach 1942–1948 w świetle dokumentów i wspomnień”.

Decyzja o pozostaniu na emigracji wcale nie oznaczała łatwego i lepszego życia. Tym bardziej, że po cofnięciu w lipcu 1945 roku uznania dla rządu RP w Londynie polskie osiedla straciły formalną i finansową podstawę funkcjonowania.

Nie bez problemów odbywało się przejęcie opieki nad uchodźcami przez UNRRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy), a potem od 1947 przez International Refugee Organisation, zajmującą się też akcją repatriacyjną. Panowały niepewność, nieufność, zamieszanie, krążyły sprzeczne informacje.

Brytyjczycy zachęcali Polaków do wyjazdu do kraju, w tym celu też przyjeżdżali do osiedli przedstawiciele władz w Warszawie. W przypadku osób, które miały kogoś z rodziny w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, odbywało się łączenie rodzin i wyjazdy do Wielkiej Brytanii.

Powroty i upamiętnienia
Podczas pobytu w Indiach zawiązały się przyjaźnie i więzy równie silne jak rodzinne, które są do dziś podtrzymywane. Polscy „Indianie” organizowali podróże do Indii, zadbano zwłaszcza o odnowienie tam pozostałych polskich grobów, nawiązano na nowo kontakty ze społecznością hinduską, upamiętniono miejsca pobytu Polaków.

Spotkanie po latach „dzieci z Balachadi”: Wiesława Stypuły (po lewej) i Stefana Bukowskiego (po prawej), z synem maharadży Digvijaysinhji po uroczystości odsłonięcia pomnika-tablicy upamiętniającego pobyt polskich dzieci w osiedlu.

Hinduscy pracownicy osiedla Balachadi czterdzieści lat później – zdjęcie ze spotkania z członkami Klubu Jamnagarczyków, podczas ich wyjazdu do Indii w 1985 roku.

„Oda do młodości” Adama Mickiewicza przetłumaczona z angielskiego na gudźarati w 1946 roku przez Ananta Joshiego, który pracował jako lekarz w osiedlu Balachadi. Tłumaczenie spisane odręcznie na zwykłej kartce hinduski lekarz przechowywał kilkadziesiąt lat jako cenną pamiątkę, którą przekazał dawnym wychowankom osiedla podczas ich wizyty w Indiach w 1985 roku.

Autorzy: artykuł

Dyrekcja Muzeum Historii Polski składa podziękowania za pomoc w przygotowaniu wystawy (w kolejności alfabetycznej):
Zbigniewowi Bartoszowi
Andrzejowi Chendyńskiemu
Teresie Glazer
Wandzie Kuraś
Arturowi Niewęgłowskiemu
Danucie Pniewskiej
Wiesławowi Stypule
Kołu Polaków z Indii 1942–1948

Scenariusz: Ewa Wójcicka
Konsultacje merytoryczne: prof. Janusz Wróbel
Współpraca: Wiesław Stypuła (osiedle Balachadi), Teresa Glazer, Danuta Pniewska (osiedle Valivade)
Redakcja: Dorota Szkodzińska, Agata Milczarek, Maciej Jaworski

Źródła cytatów:
Weronika Hort [Hanka Ordonówna], „Tułacze dzieci”, Beirut 1948, s. 125
Wiesław Stypuła, „W gościnie u ‘polskiego’ maharadży”, Grajewo 2011, ss. 21, 80
„Polacy w Indiach 1942–1948 w świetle dokumentów i wspomnień”, praca zbiorowa, London 2000, ss. 128, 493, 537, 598
„Polskie dzieci na tułaczych szlakach 1939–1950”, pod red. Janusza Wróbla i Joanny Żelazko, Warszawa 2008, ss. 230
Archiwum Akt Nowych, Ambasada RP w Londynie, sygn. 1843

Twórcy wszystkich multimediów
Pokazane artykuły w niektórych przypadkach mogły zostać przygotowane przez firmy niezależne, dlatego nie zawsze będą zgodne z poglądami wymienionych poniżej instytucji, które dostarczyły te materiały.
Przetłumacz z Google
Strona główna
Przeglądaj
W pobliżu
Profil