1944

Deportacje mieszkańców Warszawy do Auschwitz po wybuchu Powstania Warszawskiego

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau

Do wybuchu II wojny światowej w Warszawie przebywało ponad 1,3 mln osób (w tym, poza Polakami, także ponad 300 tys. Żydów), stanowiąc około 4% ogółu ludności Polski. Tylko we wrześniu 1939 roku, wskutek niemieckich bombardowań lotniczych i artyleryjskich, straciło życie lub zostało rannych 75 tys. mieszkańców stolicy. W obronie miasta poległo ponadto 6 tys. żołnierzy. Całkowitemu zniszczeniu uległo wówczas 12% budynków, w tym wiele, szpitali, szkół, bibliotek, muzeów i innych instytucji kultury. W pierwszych dniach okupacji niemiecka policja bezpieczeństwa dokonała w Warszawie licznych rewizji i aresztowań. Część osób wówczas zatrzymanych zamordowano, pozostałych po kilku miesiącach przetrzymywania w więzieniu wywieziono do obozów koncentracyjnych. Przez lata wojny terror niemiecki w Warszawie wyrażał się w różnych formach. Najczęściej były to: masowe łapanki uliczne, rewizje i aresztowania, masowe jawne i potajemne egzekucje oraz deportacje do obozów koncentracyjnych.

W październiku 1940 roku, na mocy rozporządzenia gubernatora dystryktu Ludwiga Fischera, utworzone zostało w Warszawie getto. Wielu spośród jego ponad 450 tys. żydowskich mieszkańców zmarło w kolejnych miesiącach z głodu, zimna i chorób. Pozostałych od połowy 1942 roku wywożono systematycznie do obozu zagłady w Treblince, a następnie – po powstaniu w kwietniu 1943 roku – ostatnich Żydów zamordowano lub deportowano do obozów koncentracyjnych, zaś budynki getta zburzono. 1 sierpnia 1944 roku w okupowanej Warszawie wybuchło powstanie. Jego przywódcy (kierownictwo Komendy Głównej AK z gen. Tadeuszem Komorowskim „Borem” oraz gen. Antonim Chruścielem ps. „Monter”) planowali, iż trwać będzie kilka dni, w rzeczywistości zaś walki toczyły się przez dwa miesiące – do 2 października. W ich trakcie zginęło 16 tys. powstańców i około 150 tys. cywilów, zaś dalszych ponad 500 tys. Niemcy zmusili do opuszczenia miasta. Powstanie Warszawskie było największą akcją zbrojną polskiego podziemia w latach wojny. Obok uzbrojonych (głównie tylko w broń ręczną) powstańców istotny w nim udział wzięli mieszkańcy miasta. Gasili pożary, budowali barykady, na dachach i w bramach kamienic tworzyli ochotnicze posterunki obserwacyjne, transportowali do szpitali polowych i leczyli rannych, karmili żołnierzy. W walkę włączyły się również dzieci, nosząc jedzenie, broń i butelki z benzyną.

Maria Kosk (z domu Brzęcka). Fotografia wykonana po wyzwoleniu. 

Wspomnienia zmarłej w 2013 r. Marii Kosk z domu Brzęckiej:

„Zamykam oczy, ale nie śpię. Widzę Warszawę, mój dom i w miarę szczęśliwe życie w tym mieście. Ale gdzie jednocześnie takie dziewczynki jak ja, ogarniał strach. To uczucie powoduje straszny ucisk gardła. Wtedy nie można wydobyć słowa i chce się płakać [...].

Jest nas cztery, Mamusia ma 42 lata, moja starsza siostra ma 18 lat, a Krystyna ma 16 lat. Jestem najmłodsza. Moja mała rodzina stara się, abym jak najmniej spotykała się z tą tragiczną sytuacją, jaka nas otacza, ale ta sytuacja jest wszędzie, jest dookoła nas. Jest widoczna i dotkliwa [...].

Stale wraca do mnie ten straszny obraz, zaledwie sprzed kilku dni. Chcę myśleć o czymś innym, ale on przebija się z wielką siłą. 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie warszawskie. A już 4 sierpnia do naszego schronu przeciwlotniczego przy ulicy Spiskiej wypełnionego dużą ilością ludzi wpadli esesmani. Z krzykiem, biciem, popychaniem wypędzili nas wszystkich na podwórko. Podzielili nas na grupę kobiet i mężczyzn. Do tej ostatniej wciągnięto chłopców. Jeszcze słyszę krzyk i płacz oddzielanych synów i rozpacz ich matek, którym żołnierze niemieccy nie chcą oddać dzieci, w większości kilkunastoletnich, niektórych zbyt małych, aby zaliczyć ich do dorosłych.

Trzymając się ręki matki, wpatruję się w twarze niemieckich oprawców. Wykrzywione w grymasie gniewu, z ustami otwartymi w nieustającym wrzasku są przerażające i groźne. Wychodzić! Kobiety i dzieci. Raus, raus, raus!

Zanim zamknęła się za nami brama domu, już słychać było pierwsze strzały. Kilkudziesięciu mężczyzn i chłopców rozstrzelano. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej ludzkiej rozpaczy, jak tych matek, które straciły synów. Płaczę razem z nimi. Gdzie się podziało moje dzieciństwo?”.

Źródło: Fragment relacji zmarłej w 2013 roku Marii Kosk, odczytany podczas spotkania z młodzieżą w Oświęcimiu 4 marca 2014 r.

W pierwszych dniach Powstania Niemcy traktowali ludność cywilną z pogwałceniem elementarnych norm prawa międzynarodowego, ściśle według rozkazu Hitlera wydanego 1 sierpnia: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa musi być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony odstraszający przykład dla całej Europy...” (źródło: Piotr M. Majewski, Największa bitwa miejska II wojny światowej, [w:] „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, nr 8-9 [43-44], sierpień-wrzesień 2004, s. 55). Aby zrealizować ten rozkaz, sprowadzono z Poznania dodatkowe siły policyjne pod dowództwem generała Heinza Reinefartha, w tym: niemieckich kryminalistów, którym zapewniono amnestię, z formacji SS-Oberführera Oskara Dirlewangera, oraz rosyjskich kolaborantów z brygady „RONA” (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija) gen. Bronisława Kamińskiego. Wymordowały one w pierwszych dniach powstania, głównie w dzielnicach Wola i Ochota, 40-50 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. Na początku sierpnia po mianowaniu generała SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego naczelnym dowódcą wszystkich formacji niemieckich walczących w Warszawie doprowadzono do złagodzenia eksterminacyjnego rozkazu Himmlera, zakazując mordowania kobiet i dzieci. Pojmanych cywilnych mieszkańców miano wypędzić z Warszawy i przekazać do obozów koncentracyjnych.

Przykładowa strona numerowo-nazwiskowego spisu mężczyzn i chłopców przywiezionych do Auschwitz z obozu w Pruszkowie 4 września 1944 r., sporządzonego nielegalnie w Auschwitz przez więźniów z list transportowych.

Już 15 sierpnia 1944 roku Główny Urząd Gospodarczo-Administracyjny SS (SS WVHA) planował przybycie w najbliższym czasie do obozów około 400 tys. osób z Warszawy, zgłaszając zapotrzebowanie na taką ilość odzieży więziennej. 26 sierpnia Heinrich Himmler wydał w związku z tym zarządzenie mówiące, iż: „Masa zdolnych do pracy kobiet i mężczyzn zostanie użyta do pracy w obozach koncentracyjnych, w zasadzie więc jedynie kobiety z małymi dziećmi zostaną przyjęte jako robotnice polskie przez głównego pełnomocnika dla mobilizacji sił roboczych. [...]” (źródło: Exodus Warszawy. Ludzie i miasto po powstaniu 1944. Tom 2 – pamiętniki, relacje, Warszawa 1993, s. 173-174).

Strona, sporządzonego nielegalnie przez więźniarki, częściowego spisu nazwiskowego kobiet i dziewcząt z transportów warszawskich przywiezionych do Auschwitz w sierpniu i wrześniu 1944 r. z obozu w Pruszkowie.

W kilka dni później, w rozkazie z 9 września skierowanym do von dem Bacha, Himmler pisał z kolei, że: „do obozów koncentracyjnych należy kierować tylko mężczyzn, którzy walczyli czynnie albo których do takich należy zaliczyć. Tych, którzy poddali się dobrowolnie z kobietami i dziećmi, należy kierować na roboty do Niemiec” (źródło: J. Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1984, s. 532 [Załącznik nr 25]).

Jednak pomimo tych zarządzeń, po upadku Starego Miasta 2 września wymordowano tam znaczną część rannych i chorych (łącznie z powstańcami około 25 tys. osób). Również w innych dzielnicach: na Czerniakowie czy po kapitulacji Mokotowa 27 września Niemcy dobijali rannych. Te zmieniające się rozkazy i zarządzenia władz niemieckich, obok elementów przypadkowych, wymuszone głównie potrzebami gospodarki wojennej, były przyczyną kierowania z obozu przejściowego w Pruszkowie niektórych transportów z ludnością cywilną Warszawy do obozów koncentracyjnych, innych do obozów pracy, jeszcze innych do wyznaczonych miejscowości Generalnego Gubernatorstwa. Pierwszymi grupami mieszkańców Warszawy skierowanych do specjalnie w tym celu uruchomionego obozu przejściowego w Pruszkowie byli mieszkańcy Woli i Ochoty.

Obóz przejściowy w Pruszkowie, zwany Durchgangslager 121 (w skrócie Dulag 121) funkcjonował od początku sierpnia do października 1944 roku. Zlokalizowany został na terenie starych warsztatów naprawczych taboru kolejowego na północno-wschodnim skraju Pruszkowa – przedmieście Żbikowo (18 km od Warszawy). Przeciętny stan obozu wynosił około 50 tys. osób. Proces wysiedlania ludności cywilnej z powstańczej Warszawy trwał bez przerwy od 4 sierpnia do pierwszych tygodni października 1944 roku.

Numer obozowy Ireny Sztanki, ur. 1932 r. Irena Sztanka została skierowana do Auschwitz w sierpniu wraz z ciężarną matką Zofią (nr 84874), ojcem Walentym (nr 192 185), siostrą Jadwigą ur. w 1942 r. (nr 84876), bratem Henrykiem ur. w 1928 r. (nr 192 184) i bratem Jerzym ur. w 1930 r. (nr 192 185). Bracia wraz z ojcem zostali po kilku dniach pobytu w obozie Auschwitz wywiezieni do KL Natzweiler, podobóz Dautmergen. Irena wraz z matką i siostrą w styczniu 1945 r. zostały ewakuowane z Auschwitz do jednego z podobozów w Sachsenhausen, gdzie matka urodziła Ryszarda Zdzisława. Bracia powrócili z obozu, ojciec Walenty nie przeżył.

Ogólna liczba ewakuowanych mieszkańców Warszawy, którzy w 1944 roku z obozu w Pruszkowie trafili w sierpniu (12-13) i wrześniu (4, 13, 17) do Auschwitz, wynosiła prawie 13 tys. (co najmniej 12868) mężczyzn, kobiet i dzieci. Liczba ta stanowiła prawie połowę ogólnej liczby Polaków deportowanych z całego dystryktu warszawskiego w okresie od sierpnia 1940 roku do września 1944 roku. Były to osoby w różnym wieku, począwszy od noworodków do 88-letnich starców, o różnym statusie społecznym, zarówno profesorowie, nauczyciele, urzędnicy państwowi, ludzie z kręgów sztuki i kultury, jak również sklepikarze i robotnicy. Wśród Polaków w nielicznych przypadkach byli także ludzie innych narodowości, w tym najwięcej polskich Żydów ukrywających się wśród mieszkańców Warszawy (np. Julek Goldman pod nazwiskiem Jurek Staniszewski, ukrywający się od 1942 roku u swojej niani Celiny Ceglewskiej).

Arkusz personalny więźnia – Tadeusza Jasińskiego – przywiezionego do KL Auschwitz z obozu w Pruszkowie. U góry dokumentu (w lewym rogu) wpisano kategorię więźnia „Zivilpole”, wprowadzoną w obozach dla ludności cywilnej kierowanej z Warszawy po powstaniu w sierpniu 1944 r.

Karta personalna warszawiaka Bronisława Kossaka przywiezionego do KL Auschwitz transportem ludności cywilnej z Pruszkowa w dniach 12-13.8.1944 r. i przeniesionego następnie do KL Mauthausen.
Karta personalna warszawianki Danuty Adamskiej przywiezionej do KL Auschwitz transportem ludności cywilnej z Pruszkowa w dniu 4.9.1944 r. i przeniesionej, poprzez obóz Ravensbrück do Buchenwaldu – komando Meuselwitz.

Z dokumentów SS wynika, iż dla ludności cywilnej z Warszawy wprowadzono w obozach koncentracyjnych nową kategorię więźniów „Zivilhäftlinge”, co bynajmniej nie wpłynęło na odmienne, uprzywilejowane ich traktowanie. Jedyną różnicą w stosunku do innych więźniów Auschwitz było to, iż nie tatuowano im numerów – jak pozostałym – na lewym przedramieniu. Numery otrzymywali odciśnięte tuszem na kawałku białego płótna wraz z czerwonym trójkątem, tzw. winklem (oznaczeniem więźniów politycznych), z namalowaną w środku czarną farbą dużą literą P. W ubrania cywilne, które otrzymywali po kąpieli, wszyte były na plecach prostokątne łaty z obozowego pasiaka oraz wymalowana olejną farbą czerwona linia na plecach.

Po kilkudniowym oczekiwaniu na kąpiel, dezynfekcję i wstępną rejestrację (która odbywała się w tzw. Centralnej Saunie w Birkenau) kobiety z dziećmi, w tym młodych chłopców w wieku do 14 lat, wprowadzono do obozu kobiecego (sektor BIa), a mężczyzn i starszych chłopców do obozu kwarantanny męskiej (sektor BIIa). Początkowo matki z dziećmi umieszczono w baraku nr 17, lecz po kilku dniach dzieci obojga płci przeniesiono do oddzielnego baraku nr 16a. Jednak i w tym baraku wkrótce przeprowadzono selekcję, po której ponad stuosobową grupę starszych chłopców (od 9-10 lat wzwyż) przeniesiono do obozu męskiego na odcinek kwarantanny. W bloku dziecięcym umieszczono część kobiet ciężarnych z pruszkowskich transportów, które także włączono do transportów przeznaczonych do obozów koncentracyjnych. Z dostępnych dokumentów wiadomo, iż pierwsze porody miały miejsce w Birkenau już w pierwszej połowie września. Chore dzieci umieszczano w baraku nr 10 obozowego szpitala dla kobiet (barak był przeznaczony dla więźniarek Niemek – stąd warunki w nim były nieco lepsze niż w innych barakach rewirowych). Tam opiekowała się nimi więźniarka, Polka, dr Janina Kościuszko.

Najliczniejsze transporty przybyły w sierpniu, liczyły bowiem około 6 tys. osób (prawie 4 tys. kobiet i dziewczynek (ponad 600 z nich mających mniej niż 18 lat) oraz 2 tys. mężczyzn i chłopców. Byli to przeważnie mieszkańcy dzielnic Woli i Ochoty. Wśród nich dużo było chorych, rannych, inwalidów, których oddzielono od pozostałych, kierując do obozowego szpitala, zwanego rewirem.

Część ludności Warszawy, zarówno dorosłych, jak i młodzież, wywieziono z obozu Auschwitz-Birkenau już końcem sierpnia 1944 roku do obozów w Rzeszy, takich jak Natzweiler (21 sierpnia – mężczyźni) czy Ravensbrück (29 sierpnia – kobiety) i zatrudniono w przemyśle zbrojeniowym. Rozpoczęła się bowiem w tym czasie w Auschwitz wstępna ewakuacja więźniów, tak mężczyzn, jak i kobiet. Wielu z tam przeniesionych, zwłaszcza mężczyzn, zmarło lub zginęło już w październiku i listopadzie.

Eulalia Matusiak. Źródło: APMA-B.

Fragmenty wspomnień Eulalii Matusiak, byłej więźniarki nr 84628, wówczas 12-letniego dziecka, na temat transportu do KL Auschwitz:

Popędzili nas do baraków, to było już w nocy, weszłam do baraku na FKL-u, szesnasty barak. Podobno to były najgorsze baraki. Weszłam do tego baraku, było tam zupełnie ciemno, nie wiedziałam, jak się poruszać, a tam za nami krzyki, żeby prędzej wchodzić. Nie było tam miejsca, wreszcie gdzieś na górze ktoś pyta: „A kto ty jesteś?”. Na mnie mówiono Lilka, zresztą taki pseudonim miałam. „No choć tutaj”. Podał mi ktoś rękę i weszłam na najwyższą pryczę. Tam były jakieś kobiety i one mówiły do siebie: „Patrz! To dzieciak! Skąd ty jesteś?”, ja mówię: „z Warszawy”. A one: „A co w Warszawie?”. Ja mówię: „Powstanie”. „Powstanie w Warszawie!?”. No i musiałam opowiadać i opowiadać o Powstaniu. One były tym zachwycone. Wreszcie usnęłam. Dały mi chyba kawałek chleba. Jak się obudziłam rano, to leżał koło mnie kawałek chleba, a ich już nie było. Kto to był, co to były za kobiety, ale Polki, kim one były, nie wiem. Wtedy zaczęliśmy już żyć w tym baraku. Było tam około 500 dzieci.

Źródło: Wypędzeni z Warszawy 1944 – losy dzieci. Projekt badawczy. Publikacja relacji dzieci do 15 roku życia wypędzonych z Warszawy towarzysząca Wystawie w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy, s. 102-103.

Stefan Sot. Źródło: APMA-B.

Fragment wspomnień Stefana Sota, urodzonego w 1931 r., byłego więźnia Auschwitz nr 192705, skierowanego do obozu jednym z transportów sierpniowych razem z matką Zuzanną oraz dalszą rodziną:

„Jeszcze później nadal nie znając celu podróży, w czasie kolejnego postoju przy jakimś gospodarstwie, obok naszego wagonu stanęła jakaś mała dziewczynka i cicho powtarzała: Auschwitz, Auschwitz. Ale co to był ten Auschwitz? Wtedy ktoś krzyknął: To Oświęcim! Lecz dorośli nadal nie dowierzali. Nas do Oświęcimia z dziećmi? Za co? Lecz ta mała nie kłamała. [...]

Podczas wyładowywania nas, rampa była dobrze oświetlona. Wszędzie stali krzyczący raus! i schnella! esesmani z ujadającymi psami. Początkowo nie widzieliśmy zbyt wielu esesmanów. Za to ukazał się rozległy obszar porozdzielany jakby na odcinki siatką przyciemnionych światełek umieszczonych na brzęczących drutach, które były pod napięciem.

Natomiast po przekroczeniu rampy w dali widniała ogromna łuna. To, co palono, wydzielało mdławy odór. A z ciemności dochodziły głosy: Skąd jesteście? Nocowaliśmy w ogromnym stłoczeniu bezpośrednio na klepisku w dwu sąsiadujących barakach lagru Kanady.

Z rana przed Sauną od przybyłych przyjmowano w depozyt dokumenty, pieniądze i kosztowności. Natomiast w Saunie po rozebraniu się do naga należało do papierowych worków włożyć ubrania i wszystko co z sobą przywieźli dorośli. Nasze dziecięce ubrania jako że miały nam posłużyć w obozie, powieszono na wieszaczkach, w dość sporych z metalowej siatki wózkach, które wjeżdżały do komory dezynfekcyjnej.

Wyjeżdżając z Warszawy, zabraliśmy ze sobą psa i kota. Po wyjściu z wagonu nie bardzo wiedziałem, co z nimi począć. Psa oddałem więźniowi pomagającemu przy rozładunku. [...] Kota podarowałem aufzjerce, mówiąc tylko Bitte. Po rozstaniu z pupilami pozostał głęboki żal”.

Źródło: Fragment relacji Stefana Sota udzielonej podczas spotkania z młodzieżą w Oświęcimiu 4 marca 2014 r.

Wspomnienia Henryka Duszyka, urodzonego 2 stycznia 1935 r. w Warszawie., ur. 2.1.1935 r. w Warszawie, więźnia Auschwitz nr 192692. Do obozu skierowany został z ojcem Marianem, starszą siostrą Apolonią oraz macochą Genowefą (matka zmarła, gdy miał dwa lata) transportem z Pruszkowa w sierpniu 1944 r.:

„Choć w Auschwitz-Birkenau uwięziony zostałem z całą rodziną, to niebawem mając zaledwie 9 lat, zostałem w obozie sam. Mamy nie znałem. Zmarła, gdy miałem 2 lata, więc jej bliskości nawet nie umiem sobie wyobrazić. 14-letnią siostrę Polę i macochę umieszczono początkowo w macierzystym obozie FKL-u, wkrótce potem wywieziono z obozu. Wiele, wiele lat po wojnie dowiedziałem się, że był to obóz koncentracyjny Bergen-Belsen w głębi Niemiec, gdzie siostra zmarła na tyfus. A ojciec? Tak bliskiego mi Ojca również zabrakło. Pozostało tylko pieczołowicie zachowane o nim wspomnienie, które głęboko zapadło w mej pamięci na zawsze. Oto ono: Niedługo po przeniesieniu mnie wraz z innymi chłopcami z bloku dziecięcego 16A odcinka kobiecego, na kwarantannę męskiego lagru BIIa, przyszedł do mnie ojciec. To był jedyny raz, kiedy spotkaliśmy się w obozie. Usiadł na progu mojego bloku. Popatrzył na mnie, gdy przybiegłem, a ja rzuciłem się mu na szyję.

Czasu na rozmowę już nie starczyło. Ojciec musiał pospiesznie wracać na swój blok. Następnego dnia szukałem go wśród więźniów, lecz bezskutecznie. Nie odnalazłem. Był to ostatni raz w życiu, gdy widziałem Ojca! Dużo później, bo w październiku, dowiedziałem się, że nie żyje! Wtedy poczułem się na świecie zupełnie sam. Do dziś nie wiem, co się z nim dokładnie stało. Co gorsza, uświadomiłem sobie, że nie było już nikogo, komu mógłbym się poskarżyć i wypłakać. Że brutalny blokowy męczył ćwiczeniami, każąc skakać żabką dookoła bloku do utraty sił albo dotkliwie bił; [...] że dwa razy bezlitośnie zostałem pobity. Raz przez esesmana napotkanego pomiędzy blokami, który po spoliczkowaniu jeszcze mnie skopał i nawet nie wiem, za co. Za drugim razem, zimą, gdy nieświadomie ośmieliłem się pośliznąć na zamarzniętym basenie przeciwpożarowym, funkcyjny z bloku mnie tylko mnie skatował, ale jednocześnie pozbawił obiadu i kolacji, co było niebywałą karą przy takim zagłodzeniu; [...] że załadowany olbrzymi wóz zwany rollwagą, pomimo że był bardzo ciężki, to my chłopcy, choć w kilkunastu, musieliśmy go pchać i ciągnąć, nierzadko po błocie.

Zabrakło także mojego współczującego Ojca, któremu mógłbym się wyżalić z mej samotności i lęku o życie na widok komina krematoryjnego, z którego buchały płomienie, a nad nim wisiała gęsta, czarna chmura dymu. Nie było go także, kiedy przeraziły słowa przygodnego więźnia, który oznajmił: Tak się palą ludzie! Nas to czeka!”.

Źródło: Fragment relacji Henryka Duszyka udzielonej podczas spotkania z młodzieżą w Oświęcimiu 4 marca 2014 r.

Henryk Duszyk. Źródło: APMA-B.

Barbara Chełmińska, ur. 10.4.1933 r. w Warszawie, więźniarka KL Auschwitz 83157, do Auschwitz przywieziona została z Pruszkowa razem z matką Franciszką, więźniarką nr 83156. W obozie Birkenau dziewczynkę rozdzielono z matką i umieszczono w baraku dla dzieci nr 16 w obozie kobiecym. Ponieważ matka była chora, obie pozostały w obozie do wyzwolenia. Franciszka zmarła w szpitalu miejskim PCK w Oświęcimiu 9.4.1945 r. Po śmierci matki Barbarę zabrała do siebie rodzina matki, gdyż jej ojciec Zygmunt zginął  po 1939 roku, zamordowany prawdopodobnie w Katyniu.

Źródło: APMA-B.

Barbara Chełmińska. Źródło: APMA-B.
Franciszka Chełmińska. Zdjęcie przedwojenne. Źródło: APMA-B.
Fotografia legitymacyjna Zofii Kubeckiej, ur. w 1931 r. w Warszawie, więźniarki KL Auschwitz nr 84517. 

Do KL Auschwitz Zofię Kubecką przywieziono z rodzicami: matką Rozalią, nr 84516, ojcem Józefem, nr 191571, oraz starszą siostrą Martą (ur. w 1924 r. ), więźniarką nr 84515. Zofię ewakuowano 18.12.1945 r. pieszym „marszem śmierci” do Ravensbrück, siostrę wywieziono we wrześniu lub październiku 1944 r. do KL Flossenbürg, komando Plauen, natomiast ojciec i matka pozostali w KL Auschwitz II-Birkenau. Matka zmarła w styczniu 1945 r. w Birkenau. Ojciec zaraz po wyzwoleniu obozu pieszo dotarł do Warszawy, lecz zmarł w maju 1945 r., zanim Zofia wróciła z obozów w Niemczech. Źródło: APMA-B.

Barbara Nalazek, ur. w 1931 r. Przywieziona do obozu w sierpniu 1944 r. z ojcem Stefanem, dziadkiem Stanisławem Nalazek i ciotką Leokadią Wlazło (siostrą ojca). Ojciec przeniesiony został 24.8.1944 r. do KL Natzweiler i tam zginął. Dziadek zginął w Auschwitz w listopadzie 1944 r. Przeżyły jedynie ciocia i Barbara. Źródło: APMA-B.
Aleksander i Jadwiga Bogdaszewscy z dziećmi.

Fotografia wykonana w 1944 r. w Warszawie. Oprócz dwuletniej Basi, która w czasie wybuchu powstania była w szpitalu, pozostali członkowie rodziny po wysiedleniu z Warszawy zostali wywiezieni 12 sierpnia do KL Auschwitz. Aleksander zginął 1944 r. w KL Flossenbürg, po przeniesieniu z KL Auschwitz, natomiast Jadwigę oddzielono od dzieci: Zdzisławy, lat 10, i Stanisława, lat 6, i wywieziono transportem kobiet do obozu w Niemczech. Dzieci zostały wyzwolone w Auschwitz.

Źródło: APMA-B.

Na zdjęciu Janusz Gawłowski wraz z ojcem Adamem. Źródło: APMA-B.

Janusz Gawłowski, ur. 3.7.1935 w Warszawie, więzień nr 192884 i jego ojciec Adam, nr 191262 oraz matka Zofia nr 83843 zostali wywiezieni z Pruszkowa transportem 12-13.8.1944 r. do KL Auschwitz i na rampie rozdzieleni. Ojciec chłopca juz 21.8.1944 r. wywieziony został do obozu Natzweiler - podobóz Dautmergen. Zginął w podobozie Vaihingen 3.1.1945 r. Janusz z matką wywieziony został 11 stycznia 1945 r. do Berlina-Blankenburga i tam doczekali wyzwolenia.

Wszystkie osoby na fotografii wypędzono w sierpniu 1944 r. z Warszawy do obozu w Pruszkowie, a stamtąd Eugenię Kowalską (z prawej) wraz z córkami Zofią (ur. 1930) i Barbarą (ur. 1931) oraz matką Marianną Rudak (stoi w środku) wywieziono do Auschwitz. Pozostałych – Barbarę i Stanisława Gryglewiczów przeznaczono do Niemiec na roboty przymusowe. Z obozu Auschwitz nie wróciła Marianna Rudak. Zdjęcie wykonano w Warszawie w 1938 r.Źródło: APMA-B.

Stanisław Bartnikowski zginął w Warszawie w czasie Powstania. Jego żona Helena oraz syn Bogdan (ur. w 1932 r.) trafili do obozu w Pruszkowie, a następnie w sierpniu 1944 r. do Auschwitz. W czasie ewakuacji obozu skierowano oboje do Berlina-Blankenburga, podobozu Sachsenhausen, gdzie doczekali wyzwolenia. Zdjęcie wykonano w 1942 r. w Warszawie.

Karta personalna Bogdana Bartnikowskiego, więźnia KL Auschwitz nr 192731. Źródło: APMA-B.
Rodzina Bartnikowskich. Źródło: APMA-B.

Rodzina Malikowskich została deportowana z Pruszkowa do Auschwitz w jednym z sierpniowych transportów. Wkrótce po przybyciu do obozu Mariana, męża Marianny, wywieziono do jednego z obozów w Niemczech, skąd powrócił do kraju w 1946 r. Żonę Mariannę z córką Marią (ur. 6.12.1936 r.) wywieziono w styczniu 1945 r. transportem matek z dziećmi do Berlina-Blankenburga (filii obozu Sachsenhausen), gdzie doczekały wyzwolenia.

Marianna  Malikowska, zdjęcie wykonane w obozie w Berlinie-Blankenburgu. Źródło: APMA-B.
Maria Malikowska, zdjęcie komunijne wykonane po wojnie. Źródło: APMA-B.
Sukienka, którą Marianna Malikowska uszyła dla córki z obozowego koca w obozie Auschwitz II-Birkenau. Źródło: Zbiory PMA-B.

Stanisławę Brzęcką wraz z trzema córkami wywieziono do KL Auschwitz w sierpniu 1944 r.  18.9.1944 r. przeniesiono je do KL Ravensbrück, a po miesiącu do KL Buchenwald, komando Meuselwitz. W czasie jednego z listopadowych nalotów wśród ciężko rannych więźniarek znalazły się też Stanisława i córka Krystyna. Wywieziono je do Ravensbrück, a później, w ramach akcji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, trafiły w kwietniu 1945 r. najpierw do Danii, a następnie do Szwecji. Dopiero w listopadzie 1945 r. wróciły do Warszawy. Tymczasem najmłodsza córka Maria i starsza Halinka były w Meuselwitz do ewakuacji obozu. Wyzwoliła je Armia Czerwona w czeskich Sudetach. Do Polski wróciły latem 1945 r. i zamieszkały u krewnych w Kołobrzegu. Tam znalazła je matka (zdjęcie wykonane w 1946 r. po powrocie do Warszawy). Poniżej po prawej stronie jeden z wielu rysunków wykonanych przez 14-letnią Marię w obozie Meuselwitz. Na rysunku widnieje data jego wykonania 12.2.1945 r. Rysowała na karteczkach papierowego bloku, który siostra Halinka wykradała razem z kawałkiem ołówka z fabryki, gdzie pracowały. Źródło: APMA-B.

Stanisława Brzęcka wraz z córkami. Źródło: APMA-B.
Rysunek Marii Brzęckiej (po mężu Kosk). Źródło: APMA-B.
Fotografia wykonana w Szwecji w 1945 r. Są na niej m.in. Polki z Warszawy, które zabrał z Ravensbrück w 1945 r. Szwedzki Czerwony Krzyż. Na fotografii w pierwszym rzędzie w przysiadzie (z prawej) Danuta Kozłowska,  a obok niej Krystyna Brzęcka. Najwyżej stojąca w ostatnim rzędzie Eleonora Kozłowska, a poniżej, w przedostatnim rzędzie po środku córka Danuta. Źródło: APMA-B.

Barbarę Wojnarowską, ur. w 1941 r. w Warszawie, skierowano do Auschwitz w sierpniu 1944 r. razem z rodzicami: matką Ireną Sobolt-Wojnarowską, tancerką i  aktorką (na fot. obok) oraz ojcem Eugeniuszem Wojnar Wojnarowskim, aktorem, tancerzem i reżyserem teatralnym. Wszyscy skierowani zostali do Auschwitz z powstańczej Warszawy. Eugeniusz, więzień nr 192375, po około miesiącu wywieziony został z nowym komandem „Bauzug” do Niemiec (Karsruhe), natomiast Basia z matką dotrwały do wyzwolenia Auschwitz.

Barbara Wojnarowska. Źródło: APMA-B.
Irena Sobolt-Wojnarowska. Źródło: APMA-B.
Informacja wysłana przez Niemiecki Czerwony Krzyż do Marii Wildmann w Krakowie z datą 21.11.1944 r. potwierdzająca pobyt w Auschwitz Ireny i Barbary Wojnarowskiej. Źródło: APMA-B.
Karta personalna Eugeniusza Wojnarowskiego z obozu Buchenwald. Źródło: APMA-B.
Eugeniusz Wojnarowski. Źródło: APMA-B
Kazimiera Bogdańska wraz z urodzonym w obozie dzieckiem. Zdjęcie wykonane po wojnie. Źródło: APMA-B.
Numer obozowy Ani Bogdańskiej, ur. 26.10.1944 r., córki Kazimiery Bogdańskiej. Źródło: APMA-B.
Zwolnienie z obozu Kazimiery Bogdańskiej. Źródło: APMA-B.  
Siostry Walko: Krystyna, ur. w 1933 r., i Danuta, ur. w 1936 r. (zdjęcie wykonano w maju 1944 r. w Warszawie). Do Auschwitz przywieziono je w sierpniu 1944 r. z matką Emilią. W obozie oznaczono je numerami: Emilię 85049, Krystynę 85048 i Danutę 85047. Ojciec Konstanty w 1943 r. został złapany podczas ulicznej łapanki w Warszawie, gdy wracał z pracy i wywieziony do obozu pracy przymusowej w Swinemünde (Świnoujście). Wrócił do zburzonej Warszawy w 1945 r. Dziewczynki z matką wywieziono z Birkenau 16.1.1945 r. transportem ewakuacyjnym matek z dziećmi do jednego z obozów KL Sachsenhausen w Berlinie. Tam zostały wyzwolone. Źródło: APMA-B.
List wysłany z obozu Auschwitz 23.11 (lub 12).1944 r. do ojca, podpisany przez córkę Krystynę Walko (1 strona). Źródło: APMA-B.
List wysłany z obozu Auschwitz 23.11 (lub 12).1944 r. do ojca, podpisany przez córkę Krystynę Walko (2 strona). Źródło: APMA-B.

Kolejne transporty warszawiaków z obozu w Pruszkowie przyjęte zostały na rampie w Birkenau 4 września 1944 roku (ponad 3 tys. kobiet, mężczyzn i dzieci). Wśród około 2 tys. mężczyzn było co najmniej 143 chłopców w wieku poniżej 18 lat. W transportach z 4 września przeważała ludność ze Starówki. Kobiety z wrześniowych transportów na czas kwarantanny umieszczono w obozie męskim w zamkniętych i oddzielonych od pozostałych (w których byli mężczyźni) drutem kolczastym dwóch barakach: nr 5 i 6 w sektorze BIIa.

Zlecenie skierowane do Instytutu Higieny, wystawione przez obozowego lekarza SS 28.12.1944 r., na wykonanie badania krwi trzem więźniarkom. Dwie pierwsze przywiezione zostały do Auschwitz z obozu w Pruszkowie w sierpniu i wrześniu 1944 r.Źródło: APMA-B.

Fotografia została wykonana w Warszawie przed wybuchem powstania. Do KL Auschwitz deportowani zostali z Pruszkowa w sierpniu 1944 r. Przed wypędzeniem z Warszawy mieszkali przy ul. Filtrowej (dzielnica Ochota). Od lewej: Hanna (urodzona w 1933 r.), matka Zofia oraz Jerzy (urodzony w 1931 r.). Mąż Zofii zmarł w 1936 roku. W obozie byli do ewakuacji, tj. do stycznia 1945 r. Na kilka dni przed wyzwoleniem udało im się zbiec z obozu i ukryć u rodziny Baraniaków w Brzeszczach (kilka kilometrów od obozu Birkenau), gdzie doczekali wyzwolenia.

Rodzina Ulatowskich.

Wspomnienia Jerzego Ulatowskiego:

„We wrześniu 1944 r. byłem świadkiem selekcji na rewirze z udziałem doktora Mengele. Kiedy on przychodził na rewir, więźniowie stawali w szeregu. Wybierał tych, których jego zdaniem, nie opłacało się dłużej leczyć. Tych, których wskazał, czekała śmierć w komorze gazowej. Tego dnia Mengele szedł powoli, minął mnie. Zatrzymując się obok, wybrał dwóch dorosłych Żydów, moich towarzyszy z pryczy. Zostali wyselekcjonowani. Jeden z nich podszedł do mnie, mówiąc: »Żegnaj. Nazywam się Pański. Jeśli uda ci się stąd wydostać, opowiedz, co się ze mną stało. Masz tu moją szczoteczkę do zębów, mnie już nie będzie potrzebna. Najpóźniej za dwie godziny wyfrunę stąd do nieba przez komin«. Do końca życia będę pamiętał szczoteczkę Pańskiego”.

Źródło: Fragment relacji Jerzego Ulatowskiego udzielonej podczas spotkania z młodzieżą w Oświęcimiu 4 marca 2014 r.

Wspomnienia Janiny Rekłajtis z domu Papiernik:

„W okresie trwającej kwarantanny uprawialiśmy przymusowy spacer. Nieodmienna trasa wiodła pomiędzy naszym a blokiem matek dookoła placu apelowego, odgrodzonego pojedynczym drutem kolczastym od wewnętrznej ulicy lagrowej. Przechodząc tuż przy jej brzegu wypatrzyłam SKARB. Była to wdeptana w zaschnięte gliniane błoto mało widoczna pajdka chleba!

Widok ten spowodował, że z przejęcia zaschło mi w gardle. Podniosłam ją jednak odruchowo i bardzo szybko. Nie wzbudzając na szczęście niczyjej uwagi, natychmiast ukryłam ją w dłoni, wiedząc, że takie nadzwyczajne znalezisko wzbudziłoby zazdrość i pożądanie innych!

W bloku ukradkiem oczyściłam chleb z błota i bez namysłu zjadłam uszczęśliwiona, pomimo że piasek trzeszczał mi w zębach.

Wprawdzie głodu nie zaspokoiłam, ale zaczęłam rozmyślać. Kto mógłby zgubić tę piętkę chleba? [...] Przyszła mi na myśl rozpacz tej osoby, która to cenne dobro straciła. [...]

Dziś, gdy chleba powszedniego jest nadmiar, kiedy niejednokrotnie go ludzie nie cenią i wyrzucają, to zawsze mam w pamięci ten szczęśliwy dla mnie incydent chlebowy.

Ja bardzo szanuję chleb!".

Źródło: Fragment relacji Janiny Rekłajtis udzielonej podczas spotkania z młodzieżą w Oświęcimiu 4 marca 2014 r.

Janina Rekłajtis. Źródło: APMA-B.

Spośród warszawianek zdolnych do pracy wybrano grupę młodych kobiet i dziewcząt, które wywieziono 18 września transportem do Ravensbrück. Stamtąd w październiku, po ponownej selekcji, trafiły do obozu Meuselwitz, filii obozu Buchenwald, gdzie zatrudniono je w fabryce amunicji niemieckiej firmy Hasag przy produkcji granatów. Pod koniec września kolejną grupę warszawianek z transportów wrześniowych dołączono do transportu do Ravensbrück, a w październiku sformowano transport do KL Flossenbürg - podobóz Mittweida.

Podobnie postąpiono z mężczyznami z transportów wrześniowych, których od 17 września wywożono do obozów w Niemczech, między innymi do KL Flossenbürg – do podobozu Leitmeritz oraz KL Mauthausen – podobozy Gusen, Melk i Ebensee. Obozy te przeżyli tylko nieliczni.

W kolejnym transporcie, przyjętym w obozie Birkenau 13 września przywieziono około 1 tys. mężczyzn i chłopców (głównie warszawiacy ze Śródmieścia, z Powiśla, Czerniakowa, Żoliborza). W dniu przybycia, kiedy zamknięci w wagonach oczekiwali na dworcu towarowym na wjazd na rampę wyładowczą do Birkenau, przeżyli oni bombardowanie eskadry niemal stu amerykańskich Liberatorów, którego celem były zakłady chemiczne niemieckiej firmy IG Farbenindustrie koło Oświęcimia. Po nalocie pociąg skierowano na rampę wyładowczą w Birkenau, gdzie odbyła się procedura przejęcia transportu przez załogę obozową SS. Dla większości mężczyzn z tego transportu pobyt w obozie Auschwitz trwał zaledwie kilka dni, gdyż już 19 i 20 września wywieziono ich do obozu Mauthausen, gdzie wielu z nich zginęło podczas morderczej pracy w kamieniołomach i podziemnych wilgotnych sztolniach, w samym obozie, jak i jego filiach: Gusen i Ebensee. Wielu z nich straciło też życie z głodu i wycieńczenia w ostatnich tygodniach przed wyzwoleniem tych obozów.

W transporcie, który przyjęto w obozie Birkenau 17 września, przywieziono ponad 3 tys. mężczyzn i chłopców (z Czerniakowa, Powiśla i Nowego Światu, a także z Włoch pod Warszawą, gdzie organizowano obławy na ukrywających się warszawiaków) oraz trzy kobiety z personelu obozu pruszkowskiego.

Oba powyższe transporty zaraz po przybyciu przeszły w Birkenau przez brutalne „powitanie” ze strony esesmanów i więźniów funkcyjnych – byli bici katowani, obrabowani, wyzywani od „Polnische Banditen”. W dniu 17 września esesmani z obozowej załogi, w odwet za wybuch powstania, chcąc jednocześnie sterroryzować więźniów, urządzili na kwarantannie męskiej bezwładną strzelaninę, w wyniku której dziesięciu nowo przybyłych zostało ciężko rannych.

Fragment relacji byłego więźnia Auschwitz Tadeusza Sieradzkiego:

„W pierwszych dniach pobytu w obozie zapomniałem, że nie jestem już chłopcem, a przestępcą wyjętym spod prawa. Zdawało się im, że wystarczy ściągnąć z człowieka ubranie, odziać w pasiak, pozbawić nazwiska. Od tej chwili stałem się numerem 196054. Przebywałem na lagrze »A« w bloku 3, następnie na 5, wreszcie dołączony zostałem do grupy chłopców z Warszawy na bloku [...]

Wymyślne były »sporty« i chłosty funkcyjnych prominentów i esesmanów. Wyżywienie było skromne, dzienna racja żywności, »pajdka« gliniastego chleba i kawałeczek margaryny, jedna »chochla« wodnistej zupy z brukwi lub innego zielska i pokrzyw. Było tego zbyt dużo, by umrzeć i zbyt mało, by żyć”.

Źródło: APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 110, k. 97-99.

Fotografia wyzwolonych więźniów chłopców wykonana w Regensburgu. W trzecim rzędzie od dołu, ósmy od lewej stoi Tadeusz Sieradzki. Źródło: APMA-B.

Fragment wspomnienia 10-letniego chłopca, Bohdana Janiszowskiego, więźnia nr 192810, na temat zorganizowanej potajemnie dla dzieci w jednym z baraków w obozie Birkenau Wigilii i „Szopki noworocznej” o tematyce obozowej  przez dorosłe więźniarki z personelu lekarsko-pielęgniarskiego

„[...] Nadszedł wieczór wigilijny. Schreiberka [więźniarka pełniąca w bloku funkcję pisarki – przyp. aut.] przyniosła na blok maleńką choinkę. Postawiono ją na piecu, obsypano watą. Komuś przysłano w paczce parę świeczek, więc choinka zapłonęła małymi ognikami. Kilkaset par oczu się w nią wpatrzyło. [...] Dzieci na bloku dostały prezenty, nad którymi sztubowe pracowały niejedną godzinę. Były to pieski, kotki, słonie, króliki wyrabiane z kawałków koca i wypchane szmatkami. Niewiele było dzieci na bloku, gdyż niewiele pozostało ich przy życiu. Lecz mnie nie cieszyła choinka ni prezenty. Brakowało mi Matki, która mogłaby przytulić i pocieszyć. Brakowało słowa takiego, za jakim każde dziecko tęskni. Matki, którą zabrali mi oni, hitlerowcy [...]. Ulubiona moja melodia Wśród nocnej ciszy śpiewana przez kilkaset głosów powiększyła jeszcze moją rozpacz. Wtuliłem głowę w siennik i wypłakiwałem swój ból i tęsknotę. Na choince świeczki się dopalały. [...]”.

Źródło: Bohdan Janiszowski, Oczyma dziecka. Wigilia w Oświęcimiu (opowiadanie prawdziwe), [w:] „Wolni Ludzie”, 1948, nr 24, s. 11.

Ci spośród warszawiaków (mężczyzn i kobiet), których nie wywieziono w 1944 roku do obozów w Niemczech, zostali wyprowadzeni z obozu 18 stycznia 1945 r. tzw. marszem śmierci w kierunku Wodzisławia Śląskiego oraz Gliwic, skąd dalej transportowani byli koleją do obozów w głąb Rzeszy (kobiety i dziewczynki do Ravensbrück i Bergen-Belsen, mężczyzn i chłopców głównie do Mauthausen i jego podobozów).

W okresie od 10 do 17 stycznia 1945 roku wywieziono z Birkenau do obozów usytuowanych na przedmieściach Berlina (podobozy KL Sachsenhausen) około 100 najmłodszych chłopców razem z matkami lub opiekunkami oraz ponad 500 kobiet i dziewczynek, wśród nich także matki z urodzonymi w obozie dziećmi.

Wyzwolenia w obozie Auschwitz doczekało co najmniej 400 osób z transportów pruszkowskich (ponad 160 kobiet), w tym co najmniej 125 dzieci i młodocianych, a wśród nich dziewiętnaścioro urodzonych w obozie.

Pierwsza strona spisu pacjentów szpitaliku PCK w Brzeszczach z lutego 1945 r. Na stronie tej są głównie więźniarki, w przeważającej liczbie warszawianki z pruszkowskich transportów z urodzonymi w obozie dziećmi, zabrane po wyzwoleniu obozu z Birkenau. Źródło: APMA-B.
Grupa 18 dziewcząt (16 z transportów warszawskich przybyłych do Auschwitz w sierpniu i wrześniu 1944 r.), powracających z obozu Neustadt Glewe (podobóz KL Ravensbrück) pod opieką starszych byłych więźniarek Auschwitz.

Dziewczęta te w wieku  od 9 do 15 lat wcześniej przeszły pieszy „marsz śmierci” z Birkenau do Ravensbrück 18.1.1945 r. Zdjęcie wykonano w 1945 r. w Częstochowie w drodze powrotnej do domu, po trzech miesiącach podróży. Źródło: APMA-B.

Chłopcy z warszawskich transportów skierowani do Auschwitz z rodzinami po wybuchu powstania w sierpniu 1944 r. 18.1.1945 r. chłopcy ewakuowani byli z Birkenau do Mauthausen pieszym  „marszem śmierci”. Zdjęcie wykonane latem 1945 r.  na terenie byłych koszar SS w Regensburgu, gdzie ich zgrupowano po wyzwoleniu. Źródło: APMA-B
Lista dzieci polskich z Warszawy, wyzwolonych w Auschwitz II-Birkenau, które krakowskie PCK przekazało między końcem lutego a kwietniem 1945 r. do dziecięcego schroniska w Okęciu pod Warszawą. Źródło: APMA-B.

Fragment relacji Henryka Duszyka, więźnia Auschwitz nr 192692, na temat powrotu po wyzwoleniu obozu do Warszawy i dalszego losu 10-letniego sieroty

[...] W marcu pierwszym transportem wyjechałem z Oświęcimia. Zawieźli nas ciężarowym samochodem nakrytym plandeką do Krakowa. Pamiętam, że Czerwony Krzyż był koło Wawelu. [...] Koło mnie siedziała starsza pani, która przytulała mnie podczas podróży, żebym nie zmarzł. [...] Po przyjeździe dali nam kluski z makiem i z miodem. To było coś wspaniałego. W Krakowie byłem chyba tylko ze dwa dni. Chciałem koniecznie dostać się do Warszawy. Miałem nadzieję, że spotkam kogoś z rodziny. Z kilkoma chłopakami poszliśmy na dworzec i dowiedzieliśmy się, że następnego dnia rano pojedzie pociąg towarowy w kierunku Warszawy. Pojedzie przez Tunel. Mieliśmy jakiegoś opiekuna, ale nic nikomu nie powiedzieliśmy. Na drugi dzień tamci chłopcy zrezygnowali z wyjazdu, a ja jednak poszedłem na dworzec. Kiedy przyszedłem, okazało się, że pociąg już odjechał. Bałem się wrócić z powrotem, więc zostałem na dworcu. Zaopiekował się mną pracownik kolejowy, który pracował w warsztatach kolejowych. Dał mi jeść i pozwolił przenocować. Rano mnie zbudził i pokazał, gdzie stoi pociąg. Poszedłem i usadowiłem się na dachu. Tak dojechałem do Tunelu. Strasznie zmarzłem. W tunelu wciągnięto mnie do wagonu. Jakiś pan w szynelu poczęstował mnie herbatą z termosu. Tak dojechałem do Warszawy. Wysiadłem na Dworcu Zachodnim i poszedłem na swoją ulicę. Ulica Przemyska jest blisko tego dworca. Wszystko było wypalone, nie było nic tylko gruzy. Stały tylko trzy domy, które stoją do dzisiejszego dnia. [...] Wiedziałem, że [Warszawa – przyp. aut.] jest zniszczona, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Poszedłem na ulicę Grójecką i zacząłem iść w kierunku Alej Jerozolimskich. Szedłem i nie myślałem o niczym. Doszedłem do Marszałkowskiej, gdzie wojsko kierowało ruchem. Stał jeden żołnierz. Miałem przy sobie zaświadczenie, w którym było napisane, żeby osobom wracającym z obozu udzielić wszelkiej pomocy. Pokazałem mu to zaświadczenie. On je przeczytał, kazał mi poczekać, a sam poszedł na drugą stronę ulicy. Przyszedł po chwili i zaprowadził mnie na ulicę Poznańską, gdzie było biuro emigracyjne. Tam dali mi kawałek chleba i herbatę i kazali czekać. Czekałem dość długo. Po południu przyjechał samochód, w którym było już kilku chłopców i zawieźli nas na Stare Miasto do księży, którzy się nami zaopiekowali. Było nas tam kilkunastu. Dostaliśmy miejsce do spania, zrobiono nam kąpiel, zbadał nas lekarz, który stwierdził, że w moim przypadku konieczna jest hospitalizacja. Byłem tam kilka lub kilkanaście dni. Później przerzucili mnie do innego domu, też do księży, na ulicę Długą. Tam było nas dużo i było nam dobrze. Mieliśmy dobre wyżywienie i dobrą opiekę. Wkrótce też zorganizowano nam szkołę. Potem przenieśli mnie na ul. Grochowską w Warszawie. To był państwowy ośrodek, ale prowadzony był przez albertynów. Tam byłem chyba dwa lata, a potem przeniesiono mnie na ulicę Puławską do Państwowego Zakładu Wychowawczego. Było tam 150 chłopaków z różnych środowisk. Tu nam też było bardzo dobrze.

Źródło: APMA-B. Zespół Oświadczenia, t. 162, k. 134-137.

Autorzy: artykuł

Autor/Author — Helena Kubica, Centrum Badań PMA-B
Tłumacz/Translator — Piotr Krasnowolski

Twórcy wszystkich multimediów
Pokazane artykuły w niektórych przypadkach mogły zostać przygotowane przez firmy niezależne, dlatego nie zawsze będą zgodne z poglądami wymienionych poniżej instytucji, które dostarczyły te materiały.
Przetłumacz z Google
Strona główna
Przeglądaj
W pobliżu
Profil