11 sie 1892 – 12 maj 1970

Trudne wybory gen. Andersa

Muzeum Historii Polski

"Nie był podwładnym wygodnym" (Józef Czapski o Władysławie Andersie)

Pogrzeb wbrew regułom
W roku 1970 na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino został pochowany Władysław Anders – dowódca 2 Korpusu Polskiego, który w maju 1944 zdobył wzgórze klasztorne w jednej z najkrwawszych bitew II wojny światowej. Mało kto wie, że ten pochówek stanowił działanie o charakterze wyjątkowym. Cmentarz, założony z rozkazu samego generała, przeznaczony był bowiem dla poległych w czwartej bitwie o Monte Cassino i Piedimonte. Wyjątków od tej zasady było zaledwie kilka. Wymienić tu można arcybiskupa Józefa Gawlinę, który wizytował polskie oddziały w Związku Sowieckim, a następnie towarzyszył im podczas ewakuacji, oraz generała Bronisława Ducha z 2 Korpusu.
„Nie był on podwładnym wygodnym”
To pośmiertne nagięcie zasad można uznać za symbol. Generał Anders często podejmował nieoczywiste decyzje, sprzeciwiając się przełożonym. Józef Czapski, w pośmiertnym wspomnieniu opublikowanym w paryskiej „Kulturze”, zamknął ten fakt w dyplomatycznym sformułowaniu, że „nie był on podwładnym wygodnym”.
„Akcję bez nadziei zwycięstwa należy odwołać”
„Niewygodne” zachowania generała Andersa często przynosiły pozytywne skutki. Pewnie i tu stosował się on do zasady, jaką wyłuszczył w wywiadzie dla paryskiej „Kultury”: „Począwszy od carskiej podchorążówki kawalerii, a skończywszy na francuskiej wyższej szkole wojennej uczono mnie, iż akcję bez nadziei zwycięstwa trzeba odwołać”.
Biografia żołnierza
Władysław Anders urodził się 11 sierpnia 1892 roku w spolonizowanej rodzinie Niemców bałtyckich. W 1910 wstąpił do armii rosyjskiej jako ochotnik. Studiował na politechnice w Rydze. W I wojnie światowej dowodził szwadronem jazdy w armii carskiej. Trzykrotnie ranny, otrzymał Order św. Jerzego – najwyższe rosyjskie odznaczenie, przyznawane za męstwo na placu boju. Brał udział w formowaniu I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. W Powstaniu Wielkopolskim 1919 był szefem sztabu Armii Wielkopolskiej. Po wojnie polsko-bolszewickiej ukończył Wyższą Szkołę Wojenną w Paryżu. W czasie przewrotu majowego był po stronie rządu; zorganizował ewakuację prezydenta Wojciechowskiego z Belwederu. Jako jeden z niewielu przeciwników Piłsudskiego kontynuował karierę w armii. Wytrawny kawalerzysta, w 1932 kierował ekipą jeździecką, która zdobyła Puchar Narodów w Nicei.
Klęska wrześniowa
Rok 1939 zastał Andersa na stanowisku dowódcy Nowogródzkiej Brygady Kawalerii w Baranowiczach. Przydzielono ją do armii Modlin, mającej osłaniać Warszawę od północy. Podczas odwrotu po przegranej bitwie granicznej gen. Anders został raniony w plecy odłamkiem bomby. 13 września poprowadził uderzenie na Mińsk Mazowiecki. Później otrzymał rozkaz wycofania się na Lubelszczyznę. 22 września, w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, jego oddziały wyrwały się z niemieckiego okrążenia. Wobec podwójnego, niemiecko-rosyjskiego zagrożenia Anders rozformował oddziały i polecił przebijać się na Węgry małymi grupkami. 29 września, postrzelony w potyczce z rosyjsko-ukraińską bojówką Milicji Ludowej, dostał się do niewoli sowieckiej. Jako jeden z niewielu dowódców września 1939 walczył zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami.
Sowieckie więzienia
Generał Anders początkowo trafił do szpitala we Lwowie, następnie – po aresztowaniu przez NKWD – do tamtejszego więzienia w Brygidkach, w końcu został przeniesiony do moskiewskiego więzienia na Łubiance. Pobyt w Brygidkach był bardzo ciężki – więźnia traktowano brutalnie, odmawiano mu leczenia, a temperatura w celi wynosiła znacznie poniżej zera. Z drugiej strony kuszono go propozycją objęcia wysokiego stanowiska w armii sowieckiej. Warunki na Łubiance przedstawiały się w tym porównaniu znacznie lepiej, jeśli nie liczyć olbrzymiej presji psychicznej podczas przesłuchań. Sytuację Andersa poprawił dopiero wybuch wojny między Niemcami a Związkiem Sowieckim. Szok w wyniku klęsk ponoszonych na całym froncie spowodował, że nawet polscy wojskowi chwilowo przestali być uważani za wrogów ustroju.
Więzień dowódcą
11 sierpnia 1941 roku, w momencie otrzymania komendy nad mającą powstać w Związku Sowieckim armią polską, generał Władysław Anders był wyniszczonym fizycznie niedawnym więźniem Łubianki. Mimo to był w stanie podjąć się nie tylko wielkiego wysiłku organizacyjnego, ale także skomplikowanej gry z sowieckimi władzami.
Układ Sikorski-Majski
Umożliwił to układ Sikorski–Majski z 30 lipca 1941 roku, podpisany przez premiera rządu RP na uchodźstwie Władysława Sikorskiego i ambasadora ZSRS w Londynie Iwana Majskiego. Przywracał on stosunki dyplomatyczne między rządami obu krajów, zerwane przez ZSRS 17 września 1939. Układ był krytykowany przez część partii politycznych na uchodźstwie, gdyż nie rozwiązywał kwestii zwrotu Polsce ziem zabranych po 17 września 1939. Niezależnie od tych wątpliwości, zaowocował jednak utworzeniem w ZSRS armii polskiej oraz „amnestią” dla obywateli polskich bezprawnie uwięzionych w sowieckich więzieniach i łagrach. Obie klauzule miały bezpośredni wpływ na losy Polaków zesłanych na Wschód. Generał Anders 4 sierpnia 1941 roku jednocześnie usłyszał informację o uwolnieniu z Łubianki i propozycję objęcia dowództwa nad formującą się armią.
Pożegnanie
„Toczyło się życie o gliniastym chlebie, zupy z owsa i ryby. […] Poza chorobami i zgonami, katorżniczą pracą nic szczególnego się nie działo. Pod koniec lata gruchnęła wieść. «Jesteśmy wolni» […] możemy wyjechać […] gdzie chcemy, oczywiście w granicach Rosji i [...] powstaje wojsko polskie. Generałowie Sikorski i Anders zawarli układ pokojowy ze Stalinem, nie jesteśmy już więźniami. Ojciec przewiózł nas do pobliskiej wsi, zamieszkaliśmy u dwojga staruszków, bardzo poczciwych ludzi, [aby] ulżyć naszemu życiu, tj. mamie bratu i mnie, bo ojciec z moją siedemnastoletnią siostrą czynili przygotowania do wyjazdu do wojska. […] Pożegnanie było bolesne, ciche, mama przy nas nie płakała. Odprowadziliśmy ich na drogę, ojciec uścisnął, ucałował nas i powiedział: «Żegnajcie moje rybki»” – tak żegnała idącego do armii Andersa ojca Alfreda Ferschke.

Armia bez butów

Generał Anders w książce „Bez ostatniego rozdziału” tak wspomina swoją pierwszą wizytę w obozie we wsi Tockoje, gdzie powstawała 6. dywizja piechoty: „Pierwszy i daj Boże ostatni raz w życiu przyjąłem defiladę żołnierzy bez butów. Uparli się, że chcą maszerować. Chcą pokazać bolszewikom, że bosymi, poranionymi nogami potrafią na piasku wybić takt wojskowy jako początek swego marszu do Polski”. Wspomina też o niedożywieniu, wszach i wszechobecnych chorobach.

Unikanie walki?
Gen. Anders, wbrew żądaniom sowieckiego dowództwa ze Stalinem na czele, nie chciał wysyłać swoich żołnierzy na front. Powoływał się przy tym na dosłowne brzmienie początkowych ustaleń, według których armia polska mogła być użyta wyłącznie jako całość. Ponaglany przez majora NKWD Żukowa, odpowiadał: „Nie zgadzałem się na wysyłanie poszczególnych dywizji, uzasadniając, że nikt ich na świecie, a tym bardziej w Polsce, nie dostrzeże. W dodatku żołnierze byli fizycznie wyniszczeni, a racje żywnościowe tak małe, że nie pozwalały na normalne szkolenie. Nie mogłem użyć argumentu – o czym zresztą bolszewicy wiedzieli – że z naszych racji żołnierskich utrzymywaliśmy przy życiu wiele dzieci i kobiet ściągających w pobliże obozu”.
Wspomnienia z obozu przejściowego
Pomimo troski dowództwa, warunki życia cywili były ciężkie. „W Kermine był obóz przejściowy dla wojska […]. Wojsko zatrzymywało się na kilkugodzinny odpoczynek, w czasie którego było przez nas oblegane. […] W taki sposób i ja odnalazłem ojca […]. Dostałem od ojca parę paczek herbatników. Rozmowa była krótka, bo zarządzono wymarsz wojska. Miałem wielki żal do ojca, że nas ze sobą nie zabrał (nie rozumiałem, że nie mógł tego zrobić). […] Wieczorami chodziliśmy pod obóz, gdzie wydawano strawę dla wojska i zawsze coś tam dla nas zostało. Kiedy zachorował mój brat, sam chodziłem ze znalezioną puszką po konserwie (znaleźć taką puszkę to był wielki skarb). Pewnego dnia wracając z puszką zupy, potknąłem się i wszystko się wylało; jaka była rozpacz, obydwaj byliśmy głodni” – wspomina Zbigniew Bartosz.
Depesza nr 701
,,Nasza sytuacja wojskowa tutaj zbliża się ku katastrofie. Nie otrzymujemy już niektórych produktów prawie zupełnie, jak tłuszczów i jarzyn, inne w znikomych ilościach. Żołnierze głodują, mam już kilkanaście procent kurzej ślepoty. Nie ma żadnej nadziei na polepszenie, odwrotnie – położenie pogarsza się stale – pisał gen. Anders w depeszy nr 701 do Naczelnego Wodza Władysława Sikorskiego 7 czerwca 1942 roku. – Wskutek powyższego morale wojska utrzymuje się wyłącznie nadzieją wyjścia z ZSRS i wielką narodową dyscypliną. Komunikacja z punktu widzenia przywozu towarów z Persji niezmiernie ciężka i coraz trudniejsza. Warunki szkolenia żadne. Brak benzyny, opon, środków transportu i części zamiennych. Wkraczanie w nasze życie wewnętrzne coraz większe”.
Konflikt o wyprowadzenie armii z ZSRS
Anders długo naciskał na ewakuację Armii Polskiej ze Związku Sowieckiego. Naczelny Wódz z kolei początkowo nie zgadzał się na ewakuację, gdyż byłaby ona złamaniem podpisanego przez niego traktatu Sikorski–Majski. Rząd w Londynie zamierzał pozostawić polską armię w Związku Sowieckim ze względów politycznych. Jednocześnie toczyły się sowiecko-brytyjskie rozmowy, gdyż Brytyjczycy chcieli użyć polskiej armii do ochrony pól naftowych. Niezależnie od wszelkich kalkulacji, to jednak Anders dysponował wiedzą, w jak złym stanie są ludzie, którzy przychodzą do jego armii. Kwestia, czy istnienie polskiego wojska na terenie ZSRS można było lepiej wykorzystać politycznie, nigdy nie zostanie rozstrzygnięta. Pewne jest jedno: ewakuacja, przy której upierał się Anders, uratowała ok. 116 tys. Polaków, w tym 40 tys. cywilów.
Ewakuacja cywilów
Generał Anders upierał się przy ewakuacji cywilów ze Związku Sowieckiego wbrew wyraźnym rozkazom rządu RP na uchodźstwie. We wspomnieniach „Bez ostatniego rozdziału” przytacza on depeszę z Londynu, podpisanej przez szefa sztabu gen. Klimeckiego: „do ewakuacyjnych transportów wojskowych dołączono rodziny, których plan ewakuacji nie obejmuje. Ze względu na trudności aprowizacyjne w Iranie trzeba było dalsze wysyłanie rodzin bezwzględnie wstrzymać aż do ewentualnego uzyskania zgody władz brytyjskich”. Depesza ta została zignorowana. Gen. Anders obawiał się, że możliwość ewakuacji w przyszłości już się nie pojawi. Tą niesubordynacją uratował dziesiątki tysięcy cywilów. Używając współczesnej terminologii, można stwierdzić, że gen. Anders przekształcił przedsięwzięcie militarne w humanitarne.
Formacje pomocnicze
Zarówno Polskie Siły Zbrojne w ZSRR, jak i stanowiąca ich kontynuację Armia Polska na Wschodzie posiadały rozbudowane formacje pomocnicze. Oprócz niewątpliwego praktycznego znaczenia ich istnienie miało dodatkowy cel – przed wprowadzeniem drastycznych ograniczeń, o których mowa była wcześniej, władze Związku Sowieckiego przyznawały racje żywnościowe zależnie od liczby wojskowych etatów. Innymi słowy, przynależność do Pomocniczej Służby Kobiet czy Junaków była dla wygłodzonych ofiar sowieckich łagrów dosłownie kwestią życia i śmierci. Generał Anders miał pełną świadomość tego faktu.
Szkoły i obozy
Do obozów, gdzie prowadzono rekrutację do armii Andersa (m. in. Tockoje, Wrewskaja, Guzar, Dżałał-Abad, Kermine) dotarło kilka tysięcy dzieci i młodzieży. Rozkazy były jasne – przyjmować bez względu na wiek, byle tylko ułatwić opuszczenie Związku Sowieckiego. Drogi dzieci i młodzieży towarzyszących armii Andersa rozeszły się na Bliskim Wschodzie. Młodszych i dziewczynki skierowano m.in. do obozów w Valivade i Balachadi, o których opowiada nasza wystawa „Droga do Indii”. Starszych chłopców przyjęto do Junackiej Szkoły Kadetów, zapewniającej zarówno szkolenie wojskowe, jak i wykształcenie. Szkoła wykształciła 1276 kadetów. Została zamknięta w roku 1948, po zdaniu matury przez ostatniego spośród nich. Pod koniec wojny armia Andersa zapewniła edukację – szkolną czy uniwersytecką – ok. czterem tysiącom osób.
Pestki
Inną formacją funkcjonującą w składzie armii Andersa była Pomocnicza Służba Kobiet (PSK, w 1944 przemianowana na Pomocniczą Wojskową Służbę Kobiet). Powszechnie skracano tę nazwę, nazywając jej członkinie „pestkami”. Początkowo pracowały jako pielęgniarki i sanitariuszki. Z czasem ich zakres obowiązków rozszerzył się. „Pestki” bywały pracownicami biurowymi, kierowcami, świetliczankami czy mechanikami. Najwyższy stan osobowy tej formacji wynosił ok. 7000 osób.
Ewakuacja
Łącznie z Armią Andersa wyprowadzono ze Związku Sowieckiego ponad 116 tys. osób, w tym ok. 40 tys. cywilów. W tej liczbie było co najmniej 20 tys. dzieci do lat 18. Ludność cywilną, głównie kobiety i dzieci, w większości rozlokowano w ciągu 1942–1943 roku w powstających licznych osiedlach w Azji i Afryce, a także w Meksyku i Nowej Zelandii. Wszędzie tam tworzono także polskie konsulaty i delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej oraz delegatury Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, których zadaniem była opieka nad polskimi cywilami.
Droga ku słońcu
Jedna z ewakuowanych, Hilaria Stryjak, wspomina w liście do córki Barbary, pragnącej wyruszyć jej śladami, wysłanym 29 kwietnia 1975 roku: „Posyłam Ci dla orientacji mapkę moich podróży tam. Z Teheranu jechaliśmy na początku kwietnia pociągiem (przeszło sto tuneli) do Ahwazu, z Ahwazu samochodami do Basry, z Basry do Bagdadu pociążkiem (bo małe wagoniki) – wiał chamsin całą drogę, na krok nic nie było widać, tylko czerwony pył pustynny wirujący i wyjący. Z Bagdadu samochodami cztery dni do Jerozolimy, sama pustynia i kamienie czarne, ani trawki na drodze. Dopiero po przekroczeniu granicy Palestyny zaczęły się pola uprawne. W kwietniu tam już było bardzo ciepło, chodziłam w lekkim drelichowym mundurze – spódnica, popelinowa koszula, krótkie rękawy”.

Film Dzieci Isfahanu (Muzeum Historii Polski) o spotkaniu osób ewakuowanych wraz z armią Andersa jako dzieci.

II Korpus
2 Korpus Polski, pozostający pod dowództwem brytyjskim, został utworzony 21 lipca 1943 w mieście Kirkuk na północy Iraku. Składali się na niego zarówno doświadczeni żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, wsławieni walkami w obronie Tobruku, jak i nie do końca wyszkoleni żołnierze ewakuowani z ZSRS. Różnice te znajdowały odzwierciedlenie w żartobliwych określeniach stosowanych przez żołnierzy. Przybysze z ZSRS byli nazywani „prawosławnymi”, mających za sobą pobyt w Wielkiej Brytanii określano jako „lordów”, zaś Karpatczycy, którzy zdobyli doświadczenie bojowe w Libii, byli znani jako „ramzesi”. Z czasem te różnice zacierały się. Po przerzuceniu do Włoch na przełomie 1943/44 2 Korpus funkcjonował już jako zwarta, jednolita jednostka.
Mała Polska
Józef Czapski, malarz i eseista, mówił, że 2 Korpus był nie tylko armią, ale małą Polską na emigracji. Wojsko obrosło bowiem w sieć instytucji kulturalnych i edukacyjnych. Funkcjonowały w nich tak wybitne postaci jak publicysta Adolf Bocheński, poeta Władysław Broniewski, pisarz i reporter Melchior Wańkowicz czy słynna przedwojenna aktorka Hanka Ordonówna, która w Związku Sowieckim zaangażowała się w akcję ratowania sierot. W Palestynie powstała Czołówka Filmowa Brygady Strzelców Karpackich, którą tworzyli Józef Lejtes i Michał Waszyński. Zespół Polska Parada, w skład którego wchodziła przyszła druga żona generała Andersa Irena Jarosiewicz (pseudonim sceniczny Renata Bogdańska), dawał przedstawienia dla żołnierzy. W maju 1944 roku na jednym z nich po raz pierwszy wykonano pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino”. W Aleksandrii, Kairze, Bagdadzie, Tel Awiwie i Teheranie organizowano wystawy malarskie. Po wojnie grupa żołnierzy pod opieką prof. Mariana Bohusza-Szyszki studiowała w rzymskiej Akademii Sztuk Pięknych.
Czasopisma
Fenomenem była liczba i jakość czasopism wydawanych przy armii Andersa. Redagowany m.in. przez Józefa Czapskiego, Jerzego Giedroycia i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego „Orzeł Biały”, przeznaczona dla dzieci „Mała Kronika” czy religijny dwutygodnik „W Imię Boże” – wszystkie zapewniały żołnierzom i cywilom przemieszczającym się wraz z armią możliwość zdobywania wiedzy o świecie w ojczystym języku. Już po zakończeniu wojny generał Anders dotował utworzony przez Jerzego Giedroycia Instytut Literacki, wydający m.in. miesięcznik „Kultura”, który w 1948 roku przeniósł się do Paryża.
Syjonizm
Ponieważ do armii Andersa mogli wstępować wszyscy obywatele Polski, znaleźli się w niej także Żydzi. Część spośród nich była zwolennikami syjonizmu – ruchu politycznego, który dążył do utworzenia przez Żydów własnego państwa na terenie biblijnego Izraela. Środek wiodący do tego celu miało stanowić osadnictwo żydowskie w zarządzanej przez Brytyjczyków Palestynie. Osadnicy napływali tam od XIX wieku. Jesienią 1943 roku, gdy 2 Korpus dotarł do Palestyny, jej żydowscy żołnierze stanęli przed dylematem między wiernością przysiędze wojskowej a walką o realizację marzenia o własnym państwie. Wielu z nich zdezerterowało.
"Oni zostali u siebie"
Jak do tego dylematu odniósł się generał Anders? O dezerterach mówił: „oni zostali u siebie i chcą walczyć o swój własny, wolny kraj”. Wydał rozkaz żandarmerii, by ich nie ścigać. Rozkaz był tajny, ponieważ mógł podkopać morale armii oraz wywołać konflikt z brytyjskimi sojusznikami jako próba mieszania się w sprawy wewnętrzne brytyjskiego mandatu Palestyny. Z okazji skorzystało ok. 2/3 żydowskich żołnierzy. W znaczącym stopniu wzmocnili oni żydowskie siły w regionie. Część z nich wstąpiła do organizacji paramilitarnych takich jak Hagana czy Irgun. Inni zasilili kibuce albo Legion Żydowski przy armii brytyjskiej. Ostatecznie w armii Andersa pozostało ok. 1300 żołnierzy pochodzenia żydowskiego. Na cmentarzach w Monte Cassino, Ankonie i Bolonii znajduje się kilkanaście grobów z Gwiazdą Dawida.
Menachem Begin
Wśród tych, którzy opuścili armię Andersa, znajdował się żołnierz, który w dokumentach wpisane miał nazwisko Mieczysław Biegun i był absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. W przeciwieństwie do innych, przed odejściem poprosił on o zwolnienie z przysięgi wojskowej. Potem, jako członek Irgunu, brał udział w przygotowaniu zamachu na hotel King David w Jerozolimie (1946). Wiele lat później, już jako Menachem Begin, został premierem niepodległego Izraela oraz laureatem pokojowej Nagrody Nobla (1978). Na zdjęciu figuruje jako pierwszy z lewej.
Posiłki zza linii frontu
2 Korpus tym różnił się od reszty jednostek alianckich, że nie posiadała zaplecza, skąd mogłaby sprowadzać uzupełnienia. Gen. Anders bulwersował swoich przełożonych stwierdzeniem, że „posiłki przyjdą zza linii frontu”. Kampania włoska w pełni potwierdziła jego przewidywania. Do 2 Korpusu ściągali Polacy przymusowo wcieleni do Wehrmachtu, a w późniejszym okresie – także Polacy, Białorusini i Ukraińcy, którzy zaznali niemieckiej niewoli w stalagach i oflagach.
Najważniejsza decyzja
Generał Oliver Leese nie wydał generałowi Andersowi rozkazu, lecz złożył mu propozycję udziału 2 Korpusu w szturmie na Monte Cassino. Niektórzy historycy widzą w tym osobliwym postępowaniu dowódcy jedynie kurtuazyjny gest, przedstawienie rozkazu jako czegoś dobrowolnego. Słowa Brytyjczyka, zrelacjonowane przez płk. Kazimierza Wiśniowskiego, szefa sztabu 2 Korpusu, miały brzmieć następująco: „Zdobycie klasztoru oraz wzgórz klasztornych postanowiłem powierzyć 2. Korpusowi Polskiemu. Zdaję sobie sprawę, jak trudne i ważne jest to zadanie. Gdyby pan generał nie podjął się tego zadania, będę zmuszony powierzyć je innemu korpusowi, a Korpusu Polskiego użyć na innym odcinku. Zechce się pan generał udać wraz z szefem sztabu do pokoju obok, naradzić się i dać mi odpowiedź w ciągu 10 minut”.
Monte Cassino - spór z przełożonym
Przełożony Andersa, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych gen. Kazimierz Sosnkowski, gwałtownie zakwestionował decyzję użycia 2 Korpusu w bitwie o Monte Cassino. Widział w niej dążenie do osobistej sławy, co skwitował okrzykiem: „Pióropusz biały się panu śni!”. Nie podobał mu się też fakt, że Anders podjął decyzję bez konsultacji z nim. We wspomnieniach Sosnkowski tak referuje własne słowa: „uważam jego samowolny postępek za naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu; powiedziałem mu dalej, że dysponowanie krwią polską w ciężkiej walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej”. Sosnkowski rozważał nawet pozbawienie Andersa stanowiska dowódcy korpusu, lecz zrezygnował, obawiając się o morale żołnierzy. Trudność mogło stwarzać także uzyskanie zgody dowództwa brytyjskiego.
Uzasadnienie decyzji
Sam Anders uzasadnił swoją decyzję stwierdzeniem, że „wykonanie tego zadania, ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami. Podtrzymałoby na duchu opór walczącego Kraju. Przyniosłoby dużą chwałę orężowi polskiemu”.
II Korpus nie zdobył Monte Cassino
Krwawe walki, w których uczestniczył 2 Korpus, toczyły się o teren na przedpolu klasztoru i miały na celu oskrzydlenie wzgórza, by zmusić nieprzyjaciela do wycofania się. Anders miał jednak świadomość propagandowego wydźwięku opanowania klasztoru, który w niemieckich kronikach filmowych uchodził za symbol niezłomnego oporu. Opowieść o zdobyciu dziesiątków niemieckich bunkrów, wzgórza Widmo, St. Angelo czy Massa Albaneta nie byłaby powtarzana na całym świecie. Taki zaś był prawdziwy cel zawieszenia nad klasztorem polskiej flagi. Istnieją dwie wersje, w jaki sposób Anders doprowadził swoich żołnierzy do zajęcia klasztoru. Według pierwszej generał Anders wyczuł moment kryzysu bitwy, gdy obie strony były wyczerpane, i kazał Polakom spowolnić działania do czasu, aż opór osłabnie. Według drugiej zadecydował nasłuch radiowy.

Opanowanie masywu Monte Cassino nie zakończyło bitwy. Bezpośrednio po niej 2 Korpus zaatakował Piedimonte. Nadal trwało też oczyszczanie okolicznych wzgórz.

Bilans bitwy
Pod względem ciężkich warunków polowych bitwa pod Monte Cassino porównywana jest niekiedy do starć z czasów I wojny światowej, takich jak bitwa pod Verdun. Polskie straty wyniosły ok. 10% składu Korpusu. Z drugiej strony we wspomnieniach gen. Anders podkreślał nowoczesny, to znaczy chaotyczny charakter walk: „bitwa nie toczy się w zasięgu oka czy lunety dowódcy, ale składa się z roju drobnych epopei, różnych w zależności od optyki patrzącego". Sukces propagandowy osiągnięty dzięki zwycięstwu był olbrzymi, ale wkrótce, po alianckim desancie w Normandii, front włoski stracił na znaczeniu.

Oczekiwanie na III wojnę światową

Pod względem ciężkich warunków polowych bitwa pod Monte Cassino porównywana jest niekiedy do starć z czasów I wojny światowej, takich jak bitwa pod Verdun. Polskie straty wyniosły ok. 10% składu Korpusu. Z drugiej strony we wspomnieniach gen. Anders podkreślał nowoczesny, to znaczy chaotyczny charakter walk: „bitwa nie toczy się w zasięgu oka czy lunety dowódcy, ale składa się z roju drobnych epopei, różnych w zależności od optyki patrzącego". Sukces propagandowy osiągnięty dzięki zwycięstwu był olbrzymi, ale wkrótce, po alianckim desancie w Normandii, front włoski stracił na znaczeniu.

Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia
Oczekiwany konflikt między wschodem a zachodem nie rozgorzał. Gen. Anders jak najdłużej starał się utrzymać polskich żołnierzy wo gotowości. Jednakże w lutym 1946 roku rząd brytyjski postanowił rozwiązać Polskie Siły Zbrojne. We wrześniu Brytyjczycy zgodzili się na utworzenie Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Miał on złagodzić proces demobilizacji, przez odpowiednie przygotowanie żołnierzy do życia cywilnego.
Emigracja
Możliwość powrotu gen. Andersa do Polski została zamknięta dekretem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z 26 września 1946, pozbawiającym go polskiego obywatelstwa. Zwycięzca spod Monte Cassino stał się emigracyjnym politykiem, sprawującym ważne funkcje Generalnego Inspektora Polskich Sił Zbrojnych i Naczelnego Wodza, lecz jednocześnie zanurzonym w rzeczywistości pełnej konfliktów. Już wcześniej wszedł w ostry spór ze Stanisławem Mikołajczykiem, bezskutecznie starając się odwieść go od decyzji o powrocie do Polski. Dla emigracji niepodległościowej gen. Anders stał się niekwestionowanym autorytetem.
Legenda
O osobach liczących na zmianę ustroju w Polsce komuniści ironicznie mówili „czekają na generała Andersa na białym koniu”. Dla władz PRL przez cały czas pozostawał symbolicznym wrogiem. Do umocnienia legendy generała i przede wszystkim dowodzonych przez niego żołnierzy przyczyniło się za to monumentalne, trzytomowe dzieło Melchiora Wańkowicza „Bitwa pod Monte Cassino” oraz późniejsza, skrócona wersja tej książki – „Szkice spod Monte Cassino”. Oprócz tego dla kształtowania się legendy równie ważna była pamięć ocalonych żołnierzy i cywilów, których generał wyprowadził ze Związku Sowieckiego. Uratowane życie tysięcy ludzi to najlepszy dowód słuszności decyzji gen. Andersa.
Muzeum Historii Polski
Autorzy: artykuł

Autor: dr Paweł Kozioł
Konsultant: Grzegorz Rutkowski
Przekład na język angielski: Marta Umińska
Recenzja: prof. Zbigniew Wawer
Zdjęcia z kolekcji Imperial War Museums wykorzystane zgodnie z IWM Non Commercial License

Twórcy wszystkich multimediów
Pokazane artykuły w niektórych przypadkach mogły zostać przygotowane przez firmy niezależne, dlatego nie zawsze będą zgodne z poglądami wymienionych poniżej instytucji, które dostarczyły te materiały.
Przetłumacz z Google
Strona główna
Przeglądaj
W pobliżu
Profil