1918 – 2013

NIEME FILMY: SECOND LIFE

Filmoteka Narodowa

Konserwacja i cyfryzacja najstarszych filmów z archiwum Filmoteki Narodowej w Warszawie
Filmoteka Narodowa / 2014

ZAGINIONE – OCALONE

Wiele przedwojennych polskich filmów wciąż pozostaje zaginionych. Te, które cudem się odnajdują – na przykład w prywatnych zbiorach – są często w tak złym stanie, że uległyby całkowitemu zniszczeniu, gdyby wyświetlono je na klasycznym projektorze. Dzięki digitalizacji i poklatkowej restauracji cyfrowej można je dziś oglądać nie tylko w kinie czy na DVD, lecz także w Internecie.

Filmoteka Narodowa w ramach projektu NITROFILM zdigitalizowała 43 przedwojenne filmy zrealizowane na łatwopalnej taśmie nitro oraz odrestaurowała trzy nieme produkcje: „Mania. Historia pracownicy fabryki papierosów”, „Pan Tadeusz” i „Zew morza”. Miały one swoje uroczyste re-premiery.

TRZY FILMY. TRZY HISTORIE

„Mania. Historia pracownicy fabryki papierosów” z 1918 roku jest klasycznym melodramatem. Opowiada o miłości młodej dziewczyny i kompozytora Hansa, który dla ukochanej pisze operę. Nie może jej jednak nigdzie wystawić przez zazdrość konkurenta do ręki Mani. Dziewczyna robi wszystko, aby Hans mógł przedstawić swoje dzieło publiczności, jednak jej działania doprowadzają do tragedii.

Nakręcony w 1928 roku „Pan Tadeusz” jest adaptacją epopei Adama Mickiewicza pod tym samym tytułem. To jeden z najważniejszych utworów polskiej literatury. Premiera filmu uświetniła obchody dziesięciolecia odzyskania niepodległości. Fabuła korespondowała z podniosłą atmosferą tej rocznicy: dwa zwaśnione polskie rody szlacheckie jednoczą się w obliczu najazdu rosyjskich wojsk. W filmie pojawia się wiele scen znanych z historii Polski. W finale zaś miłość zwycięża podziały – zaręczyny najmłodszych przedstawicieli rodów stają się szansą na zgodną przyszłość.

W „Zewie morza” z 1927 roku miłość również stanowi jeden z głównych motywów, tym razem ukazany w konwencji przygodowo-sensacyjnej. Stach zaciąga się na statek. Zdobywa zaufanie właściciela okrętu i serce jego córki – Joli. Gdy wraca do rodzinnych stron spotyka Hankę. Młodzieńcza miłość odżywa. Dziewczyna musi jednak ratować rodzinny majątek i wyjść za mąż za bogatego sąsiada. Dopiero gdy Stach znajduje się w niebezpieczeństwie, Hanka decyduje się pójść za głosem serca.

BOŻYSZCZE EKRANU, MISTRZOWIE SCENY

Te trzy filmy są także ważnymi przykładami przemian w sposobie gry aktorów, stanowią istotne momenty w ich karierach.

„Mania” to wprawdzie film niemiecki, lecz tytułową rolę zagrała młodziutka Polka Apolonia Chałupiec, znana już wówczas jako Pola Negri. Przed 1917 rokiem zyskała w ojczyźnie status gwiazdy kina niemego. Kamera ją uwielbiała. Negri miała urodę, wdzięk, przygotowanie baletowe. Wystąpiła w ośmiu polskich filmach. Głównie grała kobiety fatalne – np. w „Żonie” Jana Pawłowskiego (1915) czy w „Bestii” Aleksandra Hertza (1917). Gdy zerwała kontrakt z polską wytwórnią Sfinks, wyjechała za granicę. Jej kariera nabrała rozpędu. „Mania” pochodzi z okresu, gdy Negri występowała w Niemczech. Zagrała tam w 20 filmach, głównie w reżyserii Ernsta Lubitscha. Kilka lat później wyruszyła na podbój Hollywood i zyskała światową sławę, czego nie powtórzył już później żaden polski aktor.

Do „Pana Tadeusza”, ze względu na rangę tematu i rocznicową rolę filmu, nawet do epizodów zaangażowano wybitnych aktorów teatralnych. Stefan Jaracz, w Polsce ikona teatru, zagrał małą, ale jakże istotną rolę Napoleona Bonaparte. Niektórzy z odtwórców głównych ról wcześniej bardzo rzadko występowali w filmie. Mariusz Maszyński (Hrabia) przez pewien czas wręcz unikał kontaktów z kinematografią.

Lecz byli wśród nich i tacy, którzy w kinie dostrzegali szansę i alternatywę dla teatru. Antoni Bednarczyk, filmowy Maciek nad Maćkami, był jednym z tych profesjonalnych aktorów teatralnych, którzy przyczynili się do przełamania barier obyczajowych i niechęci do nowego medium. W „Panu Tadeuszu” nie było wiodącej gwiazdy. Dziś zabieg ten wydaje się tym ciekawszy, że udział w filmie tak wielu osobowości scenicznych mógł być w momencie premiery dowodem na to, że kino zaczyna być sztuką równą teatrowi.

Z kolei „Zew morza” to film, który wykreował ulubieńców publiczności. Głównych bohaterów, Hankę i Stacha, zagrali początkujący w kinie aktorzy - Maria Malicka i Jerzy Marr. Ich kariera niebawem przyśpieszyła.

Norze Ney, czyli filmowej Joli, już wkrótce tygodnik „Kino” nadał miano „królowej ekranu”.

Ciekawostką był udział w filmie kilkunastoletniego Tadeusza Fijewskiego. Nikt wtedy nie przypuszczał, że właśnie zaczyna się kariera jednego z najważniejszych polskich aktorów. Po wojnie Fijewski zagrał w ponad 20 filmach, ujawniając ogromną wszechstronność warsztatową – z sukcesem wcielał się zarówno w postaci komiczne, jak i dramatyczne.

SUPERPRODUKCJA, MEGAGWIAZDA I SPRAWA NARODOWA

Gdy realizowano „Pana Tadeusza” od samego początku było wiadomo, że będzie to największe wydarzenie ówczesnej polskiej kinematografii. Szum wokół filmu wywoływały przede wszystkim trzy sprawy. Po pierwsze przenoszono na ekran skarb literatury narodowej - epopeję Adama Mickiewicza. Po drugie, budżet produkcji opiewał na pół miliona złotych (dla porównania samochód kosztował w tamtym czasie kilka tysięcy). Po trzecie zaś, premiera filmu miała uświetnić obchody dziesiątej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Elektryzowało także nazwisko samego reżysera – Ryszarda Ordyńskiego. Wykształcony w Niemczech i pracujący wcześniej w USA, był animatorem życia teatralnego stolicy. Ordyński zaplanował swój film jako próbę ożywienia najbardziej znanych obrazów z dzieła Mickiewicza. Chciał pokazać „pewien typ ludzi w pewnej epoce, leniwych w życiu codziennym jak snujące się obok nich krowy i barany, ale w każdej chwili gotowych do działania pośpiesznego, porywczego, gdy zaś zajdzie potrzeba – bohaterskiego”.

„Zew morza” reklamowano natomiast jako pierwszy polski film morski. Dzięki staraniom i zaangażowaniu twórców część filmu udało się zrealizować na Wybrzeżu, w autentycznych plenerach Gdyni, Gdańska i Pucka. Imponująco wypadły sceny kręcone na pełnym morzu, a do finałowego pościgu wykorzystano nawet hydroplan. 

Reżyserował Henryk Szaro, jeden z najważniejszych twórców przedwojennych. W późniejszych latach był ceniony za niezwykle udane adaptacje wielkiej literatury polskiej, m.in. „Dziejów grzechu” Stefana Żeromskiego oraz „Mocnego człowieka” Stanisława Przybyszewskiego. „Zew morza” jest najstarszym zachowanym filmem w jego reżyserii.

Henryk Szaro - pierwszy od lewej

Udział Poli Negri w „Mani” zapewnił filmowi nieśmiertelność. Od momentu wyjazdu aktorki z ojczyzny, Polacy interesujący się kinem z ogromnym zainteresowaniem obserwowali jej światową karierę. Sama Negri zachowała z Polską bardzo luźne kontakty. Wprawdzie zaraz po premierze „Mani” odwiedziła Kraków i wystąpiła gościnnie w teatrze, lecz kolejne zapowiadane wizyty nie dochodziły do skutku. Również plan odwiedzenia Polski w latach 70., choć dopięty na ostatni guzik, z niewiadomych przyczyn nie został zrealizowany. Nic więc dziwnego, że choć Negri była dla polskiej publiczności kimś bardzo bliskim i ważnym, to jednocześnie w jakimś sensie niedostępnym. I właśnie ta niedostępność wzmagała zawsze u rodzimych badaczy i kinomanów zainteresowanie osobą Poli Negri. Powstały o niej książki, setki artykułów, a zagraniczne nieme filmy nadal ogląda się przede wszystkim dla niej.

KAŻDY KADR NA WAGĘ ZŁOTA

Filmoteka dysponuje prawdopodobnie jedyną na świecie zachowaną kopią „Mani” na taśmie o podłożu nitrocelulozowym. Kopia jest niemal kompletna, brakuje w niej jedynie końcówek kilku ujęć, co nie wpływa jednak na odbiór filmu.

„Pan Tadeusz” po wojnie znany był jedynie we fragmentach. W 1955 roku do Filmoteki Narodowej trafiła kopia z ocalałymi 40 minutami filmu. Nie była to nawet połowa oryginalnej wersji, lecz wydawało się, że nic więcej nie przetrwało.

Nieoczekiwany przełom nastąpił w 2006 roku. Do Filmoteki zadzwoniła pani Agata Szkarłat z Wrocławia z wiadomością wprost sensacyjną: w rodzinnych pamiątkach znalazła 18 rolek taśmy filmowej. Już przy pierwszym oglądaniu ich pod światło stwierdziła – głównie na podstawie napisów i strojów – że jest to przedwojenny „Pan Tadeusz”. Okazało się, że były to nieznane fragmenty, które uzupełniały przechowywaną w Filmotece kopię. Niestety „Pan Tadeusz” nadal nie był kompletny, jednak skala znaleziska – fenomenalna. Do 1220 metrów dołączono 1012 metrów, a więc prawie drugie tyle!

W archiwum Muzeum Kinematografii znajdują się fotosy ilustrujące zagubione sceny z „Pana Tadeusza”. Dzięki nim można się zorientować, czego w filmie nadal brakuje.

„Zew morza” ocalał w dwóch niekompletnych kopiach, które połączone dawały niemal cały film. Obie były jednak w tak złym stanie technicznym, że można je było jedynie zabezpieczyć i dalej przechowywać. Zaprezentowanie filmu kinowej publiczności umożliwiła dopiero restauracja cyfrowa.

ZROBIONE NA BŁYSK

Ocalała kopia „Mani” charakteryzowała się uszkodzeniami charakterystycznymi dla najstarszych filmów. Podczas dawnego użytkowania taśmy powstały bardzo liczne, grube, podłużne i przerywane rysy, a powierzchnia taśmy była bardzo brudna i odkształcona. Jak się miało okazać, najbardziej uciążliwym dla konserwatorów zniszczeniem były przyklejone od strony emulsji fragmenty papieru. Nie udało się jednoznacznie stwierdzić, czemu służyły. Papier ten, przysłaniający znaczne fragmenty obrazu, próbowano już kiedyś usuwać. Zabieg wykonany w przeszłości spowodował powstanie dodatkowych zadrapań i ubytków emulsji. Na tym etapie prac można było jedynie usunąć pozostawione fragmenty papieru.

Kopia „Pana Tadeusza” odnaleziona w 2006 roku również była bardzo zniszczona. Kiedy trafiła do Filmoteki, składała się z ponad stu strzępów taśmy liczących od kilku do kilkuset klatek. Część z tych fragmentów udało się do siebie dopasować na podstawie kształtu rozerwań i śladów sklejek montażowych. W pozostałych przypadkach trzeba było najpierw pod lupą rozpoznać aktorów i odtwarzane przez nich postacie, następnie ustalić, który z etapów fabuły przedstawia dany fragment i dopiero wtedy ułożyć klatki w odpowiedniej kolejności.

Po procesie konserwacji kopie zostały zeskanowane. Najpierw „na sucho” (DRY), a potem „na mokro” (WET). Pod tymi pojęciami kryją się dwie technologie. W pierwszej film skanuje się bardzo wiernie razem ze wszystkimi szczegółami obrazu, defektami w podłożu oraz emulsji światłoczułej. Daje to wprawdzie obraz bardzo ostry, ale niestety z dużą ilością drobnych rysek.

Tak powstaje kopia cyfrowa w wysokiej rozdzielczości 4K. Jest to wierna kopia nośnika oryginalnego. Następnie przystępuje się do skanowania drugiego typu, z użyciem płynu immersyjnego. W trakcie tego zabiegu taśma filmowa zostaje zanurzona w płynie. Jego zadaniem jest wypełnienie wszelkich drobnych pęknięć w podłożu i emulsji, dając efekt ich zaniku. Mówimy wtedy o początku rekonstrukcji obrazu filmowego w rozdzielczości 4K. Metoda ta jest jak na razie jedynym skutecznym środkiem służącym do restauracji tak zwanego zadeszczenia i rys pionowych. W dalszej kolejności rozpoczyna się praca z wykorzystaniem technik rekonstrukcji cyfrowej przy udziale zespołu specjalistów, czyli poklatkowy retusz obrazu.

WIELKI COMEBACK!

Zwieńczeniem procesu rekonstrukcji tych trzech filmów były ich uroczyste re-premiery kinowe. Muzyka do każdego z nich została specjalnie napisana i wykonana na żywo. Do „Mani”, której re-premiera odbyła się 4 września 2011 roku w Filharmonii Narodowej, muzykę skomponował wybitny artysta Jerzy Maksymiuk.

Pokazy „Mani” w pięciu europejskich stolicach – w Paryżu, Londynie, Madrycie, Kijowie i Berlinie – były jednymi z wydarzeń towarzyszących polskiemu przewodnictwu w Radzie Unii Europejskiej. W każdym z tych miast film oglądano z muzyką na żywo, którą wykonywała Wrocławska Orkiestra Leopoldinum pod batutą kompozytora. Film wszędzie spotykał się z bardzo dobrym przyjęciem publiczności.

Re-premierę „Pana Tadeusza” 9 listopada 2012 roku uświetniła muzyka skomponowana przez Tadeusza Woźniaka we współpracy z Tomaszem Szymusiem, Tomaszem Filipczakiem i Piotrem Woźniakiem. Uroczystość odbyła się w nowo otwartym kinie Iluzjon Filmoteki Narodowej - Muzeum Sztuki Filmowej. Dzięki transmisji internetowej re-premiera równolegle odbyła się w ponad 40 kinach w całej Polsce oraz w Wilnie (Litwa).

Muzykę do „Zewu morza” skomponował Krzesimir Dębski. Re-premiera filmu miała miejsce 29 listopada 2013 roku i była zwieńczeniem projektu NITROFILM „Konserwacja i digitalizacja przedwojennych filmów fabularnych w Filmotece Narodowej w Warszawie”.

NITROFILM otrzymał nagrodę specjalną za najbardziej kompleksowe działania promocyjne w konkursie organizowanym przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego na najciekawsze przedsięwzięcia informacyjno-promocyjne beneficjentów Programu Infrastruktura i Środowisko. Projekt został tez nagrodzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego za skuteczne wykorzystanie środków Unii Europejskiej na kulturę. Więcej o projekcie i filmach na stronie www.nitrofilm.pl.

Jednym z elementów kampanii promocyjnej było uruchomienie NITROAKCJI, prowadzonej pod hasłem „Przygarniamy stare filmy”. W ciągu prawie 60-letniej działalności Filmoteki Narodowej udało się odnaleźć i uratować przed zniszczeniem 159 polskich przedwojennych filmów fabularnych oraz dziesiątki filmów dokumentalnych. Wciąż jednak stanowi to tylko część produkcji przedwojennej kinematografii polskiej. Poszukiwania trwają.

Cinema "Iluzjon" in Warsaw
Autorzy: artykuł

Organizer — Filmoteka Narodowa
Curators — Aneta Kozłowska, Piotr Śmiałowski
Coordinators — Karolina Brzozowska, Paulina Świątek, Justyna Jabłońska
Consultants — Renata Wąsowska, Michał Pieńkowski, Monika Supruniuk
Translation — Krystyna Biernawska, Samuel Hemingway
Editor — Katarzyna Koła

Twórcy wszystkich multimediów
Pokazane artykuły w niektórych przypadkach mogły zostać przygotowane przez firmy niezależne, dlatego nie zawsze będą zgodne z poglądami wymienionych poniżej instytucji, które dostarczyły te materiały.
Przetłumacz z Google
Strona główna
Przeglądaj
W pobliżu
Profil